Noc. Z tego miejsca na którym stałam było widać wyraźnie
gwiazdy. Zauważyłam bez problemu układ ‘’wielka niedźwiedzica’’, to było coś
cudnego, ale atmosfera z którą miała teraz do czynienia nie była najlepsza. Ulica, długa, mokra i ciemna. Na całej
długości stały jedynie dwie, działające lampy, co wcale nie pomagało mi,
chociaż utalentowana, nigdy niebojąca się teraz stałam się lekko tchórzliwa.
W alejce nie było nikogo, ani żywej duszy, oprócz mnie, choć
nie wiem, czy do końca można nazwać mnie
„żywą”. Dźwięk moich kroków obijał się po ścianach niektórych budynków. Czasem
jakiś kto pojawił się i znikał, a ja wędrowałam spokojnie po ulicy. Jaki był
powód tego? Zwykła nuda. Tak, to nuda zaprowadziła mnie tutaj, na straszną
ulicę w środku nocy.
W moim nocnym spacerze spotkałam małego demona, który rzucił
się na mnie. Przepraszał mnie, błagał o wybaczenie. Znam ich naturę. Muszą
robić coś złego, raz na jakiś czas. Przypuszczałam, że urodził się taki i to
nie możliwe, by stał się dobry. Przepraszał mnie za to, że rzucił się na mnie i
chciał mnie zabić. Jako, że nie bardzo chciałam zginąć, bo prostu stworzyłam
moja kosę i mocno uderzyłam małego demona. Odleciał na kilka metrów, a następnie
uderzył w jakiś opuszczony budynek. Rozłożył swoje kruczo-czarne skrzydła i
wleciał do budynku, obijając się o ściany. Zauważyłam, że ktoś usłyszał nas, a chcąc ominąć dużego kazania,
po prostu wleciałam za demonem do kamienicy.
Po Dłuższej wędrówce w przerażającym budynku znalazłam się
tak jakby w jego centrum. Budynek był od środka zniszczony. Nie miał szyb,
tylko resztki szkieł. Przypadkiem nadepnęłam ja odłamki i spowodowałam to, że
mały demon znów znalazł się przede mną.
-Spokojnie. – Powiedziałam.
- Grr… Nie chciałem już zabijać, ale.. przepraszam. –
Chłopaczek wybił się mocno i rzucił nożem w moją stronę. Ostrze przejechało
mocno po mojej ręce, a zaraz po rym demon pojawił się obok mnie. Mocnym ruchem
kopnęłam go w brzuch. Upadł na podłogę i kaszlał. Wymierzyłam ponownie i znów
go uderzyłam. Nie wiem co zrobił, ale posiadał jakąś umiejętność, która wbiła we mnie kawałki szkła. Tylko w
skrzydła. Pierwszy raz dziękowałam za to, że mam grube opierzenie. Złapałam
małego chłopca za szyję i…
- Zostaw go. – Usłyszałam i gwałtownie się odwróciłam.
Dzięki świetle księżyca, dostrzegłam anioła o białych skrzydłach, z czarnymi
włosami. Mniej więcej w moim wieku. Sięgnęłam pamięciom wstecz i przypomniałam
sobie. Był jednym z upadłych aniołów.
Wstałam na nogi i spojrzałam na niego ozięble. Nie poczułam
nawet kiedy stanął obok mnie i przytrzymał moją rękę. Zabolała mnie okropnie.
To tam miałam ranę od noża.
- Czemu?
- Co czemu? – Prychnęłam i ponownie poczułam ból. Chłopak
mocniej ścisnął moją rękę. – Cholera, to boli! – Wyrwałam mu się, a ten
sprawnym ruchem dotknął mojej szyi i rzucił mnie na ścianę.
- Nie musiałaś go zabijać. – Ostre spojrzenie i mocne wyrazy
twarzy. – Za taką małą rankę.
- A zabiłam? Nie. Więc zabieraj te łapy. – Czarnowłosy spojrzał
głęboko w moje oczy. Tak jakby szukał odpowiedzi. Nie miał okazji sprawdzić,
czy przypadkiem nie udusiłam chłopca.
-Jeśli chcesz.. – Uśmiechnęłam się bezczelnie. – Możesz zrobić
to samo. – Uniósł brwi wysoko. - Kładziesz swą rękę na mojej szyi i wyczuwasz
tętno. A następnie Jak pistolet gotowy do wystrzału, wykonujesz szybki i mocny
ruch. Zaciskasz dłonie na szyi i.. umieram. Całkiem proste. Nieprawdaż?
- Ty! – Naprawdę wykonał taki ruch, położył ręce na szyi i zadrżał. – Nie lekceważ mnie.
- Dobrze, nie będę, więc nie również tego nie rób. –
Uśmiechnęłam się i wyrwałam z uścisku.
- Po co mi to mówiłaś? Chcesz zginąć? – Spojrzał na mnie tajemniczo.
- Nie, odpokutować za grzechy. – Zaśmiałam się krótko. – Co ważniejsze..
Co tu robisz?
- Mogę spytać o to samo. – Odwzajemnił arogancki uśmieszek.
- Więc? Jak na ciebie mówią?
- Feliks, a na ciebie moja pani? – Stał się cholernie pewny
siebie.
- Nazywam się Scarlett.
<Feliks?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Prosimy o zachowanie się w stosunku do innych jak należy.
Jeśli nie masz konta na blogerze, podpisz się w komentarzu.