niedziela, 17 sierpnia 2014

Od Kirita do Resshy

Właśnie wracałem z któryś z kolei zajęć szermierki. Dzień był ponury, deszcz padał od samego rana. Krople raz po raz uderzały w dach dorożki. Konie jechały jednostajnym delikatnym kłusem. Zatrzymaliśmy się. Wysiadłem ostrożnie uważając na miliony kałuży tworzących się na nawierzchni. Otworzyłem parasol i ruszyłem w stronę sklepów z porcelaną. Mijałem wiele ciekawych miejscu w których nigdy nie bywałem. Kościół w stylu gotyckim wydawał się górować nad chmurami. Pieszy którzy przechodzili obok mnie niemal nie potykali się o siebie. Każdemu spieszyło się do swojego świata, życie toczyło im się szybko. Tylko ja, taki wolny, taki samotny. Bo przecież, po co mi jakiekolwiek istoty ludzkie, żeby wałęsały mi się między nogami? Uśmiechnąłem się pod nosem myśląc „To ja podziękuję”. Drzwi do sklepu otworzyły się z cichym skrzypieniem, rozejrzałem się po sklepie. Nikogo tu nie było, prócz Mnie, kasjerów i jakiejś dziewczyny. Stała przy półkach z wazonami zdobionymi delikatnymi motywami chińskiego pisma. Widać było, że jej się podobają. Stanąłem przy miejscu z zastawą stołową, bo cóż… znowu zbiło się kilka szklanek i talerzy w mojej posiadłości. Takie już życia, hah. Dziewczyna podeszła do mnie widocznie zainteresowana kieliszkami które trzymałem w ręku. Obserwowała naczynia dookoła, uważnie przyglądając się mojej twarzy. Hmm, byłem przyzwyczajony, każdy by chciał popatrzeć na tak piękną buźkę. Kobieta sięgnęła po wazę wysoko na półce, prawie się przewróciła, ale ją podtrzymałem.
-Dz-dziękuję!-krzyknęła przerażona.
-Nie ma sprawy, nic Ci nie jest?-uśmiechnąłem się delikatnie.
<Ressha?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prosimy o zachowanie się w stosunku do innych jak należy.
Jeśli nie masz konta na blogerze, podpisz się w komentarzu.