To co zwykle. Tak się kończą głupie zabawy. "Ro, czy ty nie potrafisz
chociaż spróbować być normalna?" Zapytałam się samej siebie kiedy biegła
lasem. Jednak nie mogłam odpuścić takiej okazji. Dwa anioły stały sobie
gadając, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że są obserwowani.
Obserwatorką byłam ja.
Od razu przypuściłam atak. Jednemu sztylet przeleciał tuż obok gardła, a drugiemu z kolei obciął kawałek sukienki. "To nie sukienka, tylko szata." Powiedział mi kiedyś ojciec, kiedy jeszcze byłam wśród białoskrzydłych. Śmiałam się wtedy z niego i mówiłam że zapomniał umalować paznokci na wyjście.
Kto by pomyślał, że tym dwóm Aniołom, których teraz o mało nie zabiłam czy okaleczyłam (a zrobiłabym to gdyby chciała) towarzyszy jeszcze parę. A teraz biegli za mną.
- I tak było warto. - mruknęłam do siebie podczas ucieczki. Ale po co w ogóle się za to zabrałam? Ponieważ z całego serca nienawidzę Świętych Istot. Wstrętne rozpaskudzone bachory, dla których liczy się tylko własny tyłek.
Po pewnym czasie udało mi się zgubić pościg. Oglądałam się jeszcze kilka razy za siebie i w końcu schowałam się w krzakach by się upewnić, że mnie nie gonią.
Absolutnie nie żałowałam swojego czynu. Właściwie to byłam z niego dumna. Nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego człowiekowi, albo Upadłemu. Ich traktuję na równi. Z kolei Białe Potwory (jak je nazywam) są o kilka stopni niżej ode mnie. Najchętniej po prostu wytarłabym sobie buty w te śnieżne skrzydełka.
Postanowiłam wreszcie wyjść z zarośli. Jednak zamiast delikatnie się z nich wysunąć - bez ogródek poderwałam się na równe nogi.
Jednak kiedy wstawałam poczułam, że w coś uderzyłam. Obróciłam się i stwierdziłam, że nie w coś, ale w kogoś.
Upadły.
O ironio. Ten Upadły na prawdę upadł. Leżał na ziemi, przewrócony przez dziewczynę.
Szybko kucnęłam przy chłopaku i lekko dotknęłam rany na czole.
- Przepraszam. - powiedziałam - Nie wiedziałam, że za mną jesteś. Dobrze się czujesz?
<Daniel?>
Od razu przypuściłam atak. Jednemu sztylet przeleciał tuż obok gardła, a drugiemu z kolei obciął kawałek sukienki. "To nie sukienka, tylko szata." Powiedział mi kiedyś ojciec, kiedy jeszcze byłam wśród białoskrzydłych. Śmiałam się wtedy z niego i mówiłam że zapomniał umalować paznokci na wyjście.
Kto by pomyślał, że tym dwóm Aniołom, których teraz o mało nie zabiłam czy okaleczyłam (a zrobiłabym to gdyby chciała) towarzyszy jeszcze parę. A teraz biegli za mną.
- I tak było warto. - mruknęłam do siebie podczas ucieczki. Ale po co w ogóle się za to zabrałam? Ponieważ z całego serca nienawidzę Świętych Istot. Wstrętne rozpaskudzone bachory, dla których liczy się tylko własny tyłek.
Po pewnym czasie udało mi się zgubić pościg. Oglądałam się jeszcze kilka razy za siebie i w końcu schowałam się w krzakach by się upewnić, że mnie nie gonią.
Absolutnie nie żałowałam swojego czynu. Właściwie to byłam z niego dumna. Nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego człowiekowi, albo Upadłemu. Ich traktuję na równi. Z kolei Białe Potwory (jak je nazywam) są o kilka stopni niżej ode mnie. Najchętniej po prostu wytarłabym sobie buty w te śnieżne skrzydełka.
Postanowiłam wreszcie wyjść z zarośli. Jednak zamiast delikatnie się z nich wysunąć - bez ogródek poderwałam się na równe nogi.
Jednak kiedy wstawałam poczułam, że w coś uderzyłam. Obróciłam się i stwierdziłam, że nie w coś, ale w kogoś.
Upadły.
O ironio. Ten Upadły na prawdę upadł. Leżał na ziemi, przewrócony przez dziewczynę.
Szybko kucnęłam przy chłopaku i lekko dotknęłam rany na czole.
- Przepraszam. - powiedziałam - Nie wiedziałam, że za mną jesteś. Dobrze się czujesz?
<Daniel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Prosimy o zachowanie się w stosunku do innych jak należy.
Jeśli nie masz konta na blogerze, podpisz się w komentarzu.