piątek, 8 sierpnia 2014

Od Josh'a do Ayan.

Leciałem szybko w dół, a powietrze stawiało coraz mniejszy opór moim skrzydłom. Nie miałem już siły dłużej trzymać ich prosto. Same opadały. Uderzyłem w coś będąc jeszcze w powietrzu. Owe uderzenie wyprowadziło mnie z równowagi i teraz spadałem chwiejąc się. Wszystko byle tylko uratować zawiniątko. Nabierałem prędkości. W końcu uderzyłem o ziemię z olbrzymią siłą tworząc średniej wielkości dziurę. Brakowało mi tchu i czujłem się coraz słabiej. W końcu zemdlałem zmęczony nadal kurczowo trzymając rzecz w rękach. Słyszałem już tylko głuche odgłosy ludzi. Oczy same się zamknęły. Obudziłem się po kilku godzinach w jakimś dziwnym miejscu. Gdy tylko dobrze oprzytomniałem spojrzałem na swoje ręce.
- Gdzie to jest? Gdzie to jest? - powtarzałem rozglądając się wokół.
- Tego szukasz?- spytała upadła anielica z czarnymi skrzydłami unosząc złoty amulet.
- Tak! Oddaj to! - zerwałem się i wyjąłem jej z rąk naszyjnik. - Nawet nie wiesz jakie to jest cenne. A tak w ogóle, to gdzie ja jestem?

<Ayan?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prosimy o zachowanie się w stosunku do innych jak należy.
Jeśli nie masz konta na blogerze, podpisz się w komentarzu.