Urodziłam się w czerwcu, latem, jednak wtedy nie było
ciepło. Była północ. Wszyscy z mojej rodziny cieszyli się niezmiernie, no
oprócz ojca, ponieważ zależało mu na tym, by jego potomek stał się dowódcą
całego Arryn. Jednak nie wszystko poszło po jego myśli.
W mojej rodzinie zasady były bardzo surowe. Nie mogłam sobie
pozwolić na wiele. Nie potrafiłam się jednak sprzeciwić rozkazom mojego ojca i
przez to wszystko w młodym wieku zaczęłam szkolenie. Miałam się stać kolejnym „żołnierzem”
rodziny, który gotów będzie poświęcić swoje życie dla tego starego pryka,
dowódcy całej armii.
Żeby to było mało. Przez moje zasady nie mogłam przyjaźnić
się z innymi aniołami, tylko czysta krew. Gdy dostawałam misje od wyższych
sfer, bym mogła zejść na ziemie, nie pozwalano mi. Moja ciekawość rosła i rosła, aż przerodziła się w
pragnienie. I raz, jedyny raz złamałam zasady. Zrobiłam coś czego nie powinnam.
Zeszłam na ziemię bez jakiegokolwiek pozwolenia. W normalnym przypadku
zostałabym upadłym, ale jeden z Archaniołów – Rafael, wybłagał u Boga, bym
została. Zapewnił, że stanę się dobrą wojowniczką i kandydatką do wojska. Tak
się stało, nie miałam nic do gadania. Sama przeklinałam się pod nosem i ojca
również. Za to, że nie pozwolił mi porzucić rodziny, za to, że dalej muszę gnić
tu, gdzie jestem. Jednak później to się zmieniło, bo nie sądziłam, że naprawdę
on ma uczucia.
_ _ _
Festiwal Stu czterdziestu dwóch oczu, to festyn, który w
niebie odbywa się raz na dwadzieścia lat. Wszyscy byli szczęśliwi, radośni.
Cieszyliśmy się z tego, że możemy obejrzeć wszystkich Archaniołów. Nie
sądziliśmy jednak, że wszystko zostanie zniszczone w kilka sekund.
Nagle przez bramy niebios zaczęły przebijać się demony i
inne dziwne stworzenia. Piekło rozpoczęło swój atak. Jak zawsze, ród Arryn
zmuszony był do walki. Wszyscy walczyli. Nawet dzieci. Anioły, szlacheckie
anioły i Archanioły. Dawaliśmy sobie radę. Mogłam dumnie walczyć za niebo,
dopóki nie dowiedziałam się, że to nasza wina. To my zaczęliśmy ich atakować.
To była tylko ich zemsta. Wszyscy stracili chęci.
Michael oraz Gabriel kazali zabrać nasze pokolenie w
bezpieczne miejsce, byśmy mogli zbudować nasze własne niebo. Powiedzieli nawet,
że więzy krwi nie są ważne. Musimy po prostu zachować trzy gatunki. Po krótkiej
przemowie dwóch Archaniołów zebraliśmy się i wylecieliśmy w pośpiechu.
_ _ _
Wyruszyliśmy o wschodzie słońca, lecieliśmy cały dzień i połowę nocy. Zatrzymaliśmy się na odpoczynek. Ponownie wylecieliśmy, gdy słońce pojawiło się na horyzoncie. Marzyłam o jednym. Bym nie musiała już walczyć za anioły, które tak naprawdę spowodowały obecną sytuację. Podobno Archanioły znalazły wioskę, a raczej małe miasto, gdzie możemy zamieszkać. Nie pomyśleliśmy jednak o czymś co, spotkaliśmy tam.
<Feliks? Opowiesz resztę?>
<Feliks? Opowiesz resztę?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Prosimy o zachowanie się w stosunku do innych jak należy.
Jeśli nie masz konta na blogerze, podpisz się w komentarzu.