Słysząc jej słowa ledwo powstrzymywałem śmiech, aż w końcu
nie wytrzymałem i roześmiałem się w głos. Doprawdy... Podniosłem z ziemi nóż,
którym próbowała we mnie rzucić oraz kilka kamyków, które po prostu sobie tam
leżały.
- Cóż, skoro taka ze mnie sierotka, to może się pobawimy? Spróbuj mnie złapać! - krzyknąłem i rzuciłem jej nożem między nogi, a ona tylko się uśmiechnęła i zaczęła rozglądać. Rzucałem kamykami dla zmyłki po krzakach, które za każdym razem tak zabawnie szeleściły zielonymi listkami. Oceniłem sytuację troszkę dokładniej: ona nadal stała nieruchomo pod drzewem, usiłując maskować swego rodzaju strach pod maską durnego uśmieszku i polegając na słuchu, co kilka sekund oglądając się za moimi mylnymi wskazówkami. Chwilka. Stała pod drzewem... Cudownie... Cichutko wdrapałem się na drzewo nie przestając wysyłać zmyłek. Usiadłem na mocnej gałęzi, która układała się idealnie nad nią. W pewnym momencie zauważyłem, że dziewczyna rzucała niektórymi nożami w miejsca, które głośniej szeleściły. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i zaczepiłem nogami o gałąź, resztą ciała zwisając tuż za aniołem. Lekko dmuchnąłem na jej kark i obserwowałem jak zamarła. Kilka sekund później zaczęła powoli odwracać głowę, a ja uśmiechałem się od ucha do ucha. Już zamierzałem się podciągnąć do siadu i zejść z drzewa jak cywilizowana osoba, gdy anielica gwałtownie pociągnęła mnie za kołnierz. Ledwo zdążyłem zamortyzować upadek ręką i małym przewrotem w bok, coby się nie połamać.
- Mam cię! - zawołała zadowolona, przyciskając mnie do ziemi, bym nie mógł wstać. - A teraz możesz mi w końcu powiedzieć kim jesteś?
- Jestem Balderoy. Balderoy Arthas Leander, dokładniej. Miło mi cię poznać, panienko... Jak masz na imię?
- Ayan Black.
- Panienko Black, a teraz wybacz, ale chciałbym wstać, więc możesz mnie łaskawie puścić?
(Ayan? c:)
- Cóż, skoro taka ze mnie sierotka, to może się pobawimy? Spróbuj mnie złapać! - krzyknąłem i rzuciłem jej nożem między nogi, a ona tylko się uśmiechnęła i zaczęła rozglądać. Rzucałem kamykami dla zmyłki po krzakach, które za każdym razem tak zabawnie szeleściły zielonymi listkami. Oceniłem sytuację troszkę dokładniej: ona nadal stała nieruchomo pod drzewem, usiłując maskować swego rodzaju strach pod maską durnego uśmieszku i polegając na słuchu, co kilka sekund oglądając się za moimi mylnymi wskazówkami. Chwilka. Stała pod drzewem... Cudownie... Cichutko wdrapałem się na drzewo nie przestając wysyłać zmyłek. Usiadłem na mocnej gałęzi, która układała się idealnie nad nią. W pewnym momencie zauważyłem, że dziewczyna rzucała niektórymi nożami w miejsca, które głośniej szeleściły. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i zaczepiłem nogami o gałąź, resztą ciała zwisając tuż za aniołem. Lekko dmuchnąłem na jej kark i obserwowałem jak zamarła. Kilka sekund później zaczęła powoli odwracać głowę, a ja uśmiechałem się od ucha do ucha. Już zamierzałem się podciągnąć do siadu i zejść z drzewa jak cywilizowana osoba, gdy anielica gwałtownie pociągnęła mnie za kołnierz. Ledwo zdążyłem zamortyzować upadek ręką i małym przewrotem w bok, coby się nie połamać.
- Mam cię! - zawołała zadowolona, przyciskając mnie do ziemi, bym nie mógł wstać. - A teraz możesz mi w końcu powiedzieć kim jesteś?
- Jestem Balderoy. Balderoy Arthas Leander, dokładniej. Miło mi cię poznać, panienko... Jak masz na imię?
- Ayan Black.
- Panienko Black, a teraz wybacz, ale chciałbym wstać, więc możesz mnie łaskawie puścić?
(Ayan? c:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Prosimy o zachowanie się w stosunku do innych jak należy.
Jeśli nie masz konta na blogerze, podpisz się w komentarzu.