Udałem zdziwionego. Przyjrzałem się dziewczynie. Siedziała
na Acaleusie bokiem, bawiąc się własnym skrzydłem.... Brakowało tylko nóżki na
nóżce, ale czego ja się spodziewałem, oczywistym było, że tak dumna kobietka
jak ona dosiądzie go po damsku. Zachichotałem nie spuszczając wzroku z Ayan na
moim rumaku. Unipeg patrzył na mnie jak na idiotę, od którego zależy jego
życie. A jednocześnie nie mogłem nie zauważyć iskry rozbawienia w jego cudnym,
błękitnym oku.
- Mogę się pobawić, ale zabawy z tobą są trochę mniej bardziej niż te, na których żeruję. Może zagramy w karty? Ale to później, na początek... Acaleus, karo! - wydałem komendę zakładając ręce na piersi i uśmiechając się zadziornie. A koń tylko zarżał dumnie i zaczął się cofać, przysiadając trochę na tylnych nogach ze złożonymi skrzydłami, z deczka unieruchamiając nimi dziewczynę. Ayan cmoknęła i chwyciła się grzywy. Kilka sekund później koń stanął dęba rozkładając skrzydła, przez co anielica ledwo się trzymała i ciałem była już w powietrzu, a nie leżała tylko dlatego, że uporczywie chwyciła się grzywy, nim mój wierzchowiec rozpoczął pokaz. Jakimś cudem kobietce udało się przerzucić jedną nogę na drugą stronę, dzięki czemu siedziała już w miarę normalnie, jednak nadmiernie odchylała się do tyłu. Chyba spanikowała. Owszem spanikowała, wszystko było widać w jej oczach. Acaleus z lekkimi trudnościami wrócił na cztery nogi, gdyż anielica ciągle ciągnęła go w tył. I w końcu nadszedł czas na finał. Rumak leciutko podskoczył na tylnich nogach, jakby chciał zagalopować z miejsca, po czym wywalił jej mocnego barana. Tym razem przesadził, nawet bardzo dobry jeździec by się na nim nie utrzymał, a jemu samemu mało brakowało do wykręcenia fikołka. Zaś moja nowa znajoma to nadrobiła i wyleciała z niego jak kula z katapulty. Na szczęście wleciała prosto do jeziora, inaczej musiałbym ją prawdopodobnie składać... A ja nadal stałem, jak na początku pokazu. Acaleus wesoło do mnie podkłusował i zatrzymał się przede mną, po czym złośliwie nadepnął mi na nogę swoim "malutkim, drubniutkim kopytkiem".
- Cholero złaź! Nie ważysz już dwieście kilo, wybacz! - darłem się usiłując go odepchnąć, co nie przyniosło najmniejszych skutków. - Dobra, niech ci będzie. Za mną leży twoja nagroda, Ayan już się zajęła brudną robotą, później jej podziękujemy. Idź, śmiało. - wyszeptałem mu do ucha, wskazując na zwłoki, a raczej ich pozostałości. Warto wiedzieć, że konik z piekła rodem bynajmniej mleczykiem się nie żywi. "Moja mordka" radośnie zeszła z mojej biednej nogi i zajęła się oczyszczaniem miejsca zbrodni, a ja podszedłem do Ayan, siędzącej na brzegu i wyrzynającej wodę z mokrych włosów.
- Wybacz, ale Acaleus to koń jednego jeźdźca. Nikt poza mną nie ma prawa go dosiadać. Na przyszłość zapamiętaj sobie, że gdy demon proponuje ci zabawę ze swoim pupilem to coś się za tym kroi - Uśmiechnąłem się z lekką kpiną wypisaną na twarzy i usiadłem obok anielicy. - A tak poza tym, co mu szeptałaś chwilę temu?
(Ayan? Wybacz, nie mogłem się powstrzymać XD)
- Mogę się pobawić, ale zabawy z tobą są trochę mniej bardziej niż te, na których żeruję. Może zagramy w karty? Ale to później, na początek... Acaleus, karo! - wydałem komendę zakładając ręce na piersi i uśmiechając się zadziornie. A koń tylko zarżał dumnie i zaczął się cofać, przysiadając trochę na tylnych nogach ze złożonymi skrzydłami, z deczka unieruchamiając nimi dziewczynę. Ayan cmoknęła i chwyciła się grzywy. Kilka sekund później koń stanął dęba rozkładając skrzydła, przez co anielica ledwo się trzymała i ciałem była już w powietrzu, a nie leżała tylko dlatego, że uporczywie chwyciła się grzywy, nim mój wierzchowiec rozpoczął pokaz. Jakimś cudem kobietce udało się przerzucić jedną nogę na drugą stronę, dzięki czemu siedziała już w miarę normalnie, jednak nadmiernie odchylała się do tyłu. Chyba spanikowała. Owszem spanikowała, wszystko było widać w jej oczach. Acaleus z lekkimi trudnościami wrócił na cztery nogi, gdyż anielica ciągle ciągnęła go w tył. I w końcu nadszedł czas na finał. Rumak leciutko podskoczył na tylnich nogach, jakby chciał zagalopować z miejsca, po czym wywalił jej mocnego barana. Tym razem przesadził, nawet bardzo dobry jeździec by się na nim nie utrzymał, a jemu samemu mało brakowało do wykręcenia fikołka. Zaś moja nowa znajoma to nadrobiła i wyleciała z niego jak kula z katapulty. Na szczęście wleciała prosto do jeziora, inaczej musiałbym ją prawdopodobnie składać... A ja nadal stałem, jak na początku pokazu. Acaleus wesoło do mnie podkłusował i zatrzymał się przede mną, po czym złośliwie nadepnął mi na nogę swoim "malutkim, drubniutkim kopytkiem".
- Cholero złaź! Nie ważysz już dwieście kilo, wybacz! - darłem się usiłując go odepchnąć, co nie przyniosło najmniejszych skutków. - Dobra, niech ci będzie. Za mną leży twoja nagroda, Ayan już się zajęła brudną robotą, później jej podziękujemy. Idź, śmiało. - wyszeptałem mu do ucha, wskazując na zwłoki, a raczej ich pozostałości. Warto wiedzieć, że konik z piekła rodem bynajmniej mleczykiem się nie żywi. "Moja mordka" radośnie zeszła z mojej biednej nogi i zajęła się oczyszczaniem miejsca zbrodni, a ja podszedłem do Ayan, siędzącej na brzegu i wyrzynającej wodę z mokrych włosów.
- Wybacz, ale Acaleus to koń jednego jeźdźca. Nikt poza mną nie ma prawa go dosiadać. Na przyszłość zapamiętaj sobie, że gdy demon proponuje ci zabawę ze swoim pupilem to coś się za tym kroi - Uśmiechnąłem się z lekką kpiną wypisaną na twarzy i usiadłem obok anielicy. - A tak poza tym, co mu szeptałaś chwilę temu?
(Ayan? Wybacz, nie mogłem się powstrzymać XD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Prosimy o zachowanie się w stosunku do innych jak należy.
Jeśli nie masz konta na blogerze, podpisz się w komentarzu.