wtorek, 26 sierpnia 2014

Blog wstrzymany (?)

Witam. 
Tutaj Sleepwalker. ( Feliks Sykes )
Piszę tego posta, po bardzo spontanicznej rozmowie z horselove.
Jak pewnie zauważyliście obie mało udzielamy się (jeśli chodzi o opowiadania), a ostatnimi czasy ogólnie rzadko można nas tu spotkać.
Ja zaczęłam często wyjeżdżać, a teraz znów mam mało czasu na komputer ze względu na szkołę, mimo, że jeszcze się nie zaczęła. Chciałam zrezygnować z bloga na pewien okres i (jeśli administracja nie miałaby nic przeciwko) wrócić po pewnym czasie, kiedy znów będę miała wystarczająco czasu, jednak horselove sama sobie nie poradzi.
Dlatego też postanowiłyśmy wstrzymać działalność bloga do czasu, kiedy któraś z nas nie będzie miała wystarczająco czasu.

Chciałabym za to przeprosić oraz podziękować Eleri, Ayan oraz Badleroyowi za aktywność. :)

sobota, 23 sierpnia 2014

Od Eleri do Balderoya

Anielica była nie mało zaskoczona gestem nieznajomego. Noc faktycznie do ciepłych nie należała, a skrzydła mimo wszystko dawały ciut za mało schronienia przed chłodem. Otuliła się delikatnie płaszczem chłopaka i nieco ochryple, acz delikatnym głosem wypowiedziała swe imię „Eleri”. Szkarłatnowłosy uśmiechnął się i wyjawił dziewczynie swoje imię. Wiatr nagle zawiał mocniej, a włosy Eleri rozwiały się w stronę jego pędu.
- Tobie nie będzie zimno, skoro oddałeś mi swoją marynarkę ? – spojrzała na niego.
Chłopak jedynie odparł „ Nie wydaje mi się” i zaśmiał się cicho pod nosem.
Eleri nie wiedziała dokładnie jak ma się zachować. Obejrzała od stóp do głów stojącego naprzeciw niej nieznajomego. Nie dostrzegła skrzydeł więc nie mógł być Aniołem, ni Upadłym. Na człowieka również nie wyglądał, więc ostała się jedna możliwość. Balderoy musiał być Demonem. Ta myśl nieco potrząsnęła dziewczyną ze względu na to, iż rodzice w przeszłości wiele opowiadali jej o tej rasie. Czarnowłosa była uczona, że to łotry i piekielne istoty. Jednak pierwsze wrażenie na temat Balderoy’a było inne. On pomógł jej opanować narastający chłód, oddając jej przy tym swoje odzienie. Może czegoś od niej chciał ..? Eleri nie miała zamiaru w to wierzyć, była bowiem bardzo ufna. Ponownie lekko się uśmiechnęła.
- Co cię tu sprowadza ? – zapytała po chwili – Raczej o tej porze rzadko kogo można tutaj spotkać. – odgarnęła wtem kilka kosmyków włosów z twarzy.
Noc była ciągle jasna, mimo późnej pory, wiatr powiewał nadal z równą prędkością, chociaż czasami zachowywał się jakby w zamiarze miał prześcignięcie samego siebie. Trawa uginała się pod jego naporem, a nocne ptaki buszowały w poszukiwaniu jedzenia. Kilka sów huczało na pobliskim drzewie, co zagłuszało ciszę, płynącą w uszach Eleri.
- Wracałem do domu, ale postanowiłem przejść lasem. – Balderoy odparł z lekkim uśmiechem.
Anielica skinęła głową w zrozumieniu.
- A ciebie co tu sprowadza ? – lekko zdziwiony dodał po chwili.
- Noc, gwiazdy .. Uwielbiam je obserwować. Chociaż masz rację, to nie jest odpowiednia noc na takie leżenie pod gołym niebem, jest faktycznie chłodno .. – odpowiedziała z lekkim rozmarzeniem w głosie.

< Panie demon ? :3 >

Od Baldroya do Eleri

Właśnie wracałem z uśmiechem z kasyna, w którym udało mi się zbić małą sumkę grając w jakąś karciankę. Raz na jakiś czas dodatkowy zarobek i trochę dobrej zabawy nie zaszkodzi, prawda? Planowałem wracać do domu, jednak po chwili stwierdziłem, że mam ochotę na spacerek po pobliskim lesie. Wlazłem między drzewa i zacząłem lawirować między nimi, zachaczając co jakiś czas o jakąś wydeptaną ścieżynkę czy małą polankę. Właśnie na takiej polance dojrzałem w pewnym momencie drzemiącą dziewczynę, a zmniejszając dystans między mną a nią zorientowałem się, że jest całkiem ładną anielicą, pochodzącą prawdopodobnie z dobrego rodu.
- Doprawdy, ja to mam talent do znajdywania ładnych kobiet w lasach... - mruknąłem do siebie z przygłupim uśmieszkiem pod nosem, coraz bardziej zbliżając się do anioła. Po chwili spostrzegłem, że dziewczyna się wybudziła i zaczęła powolutku podnosić się z ziemi, drżąc i otulając się skrzydłami. Nie minęło parę sekund, a ona już na mnie patrzyła z nieukrywanym zainteresowaniem. Podszedłem jeszcze kilka kroków i ukłoniłem się jej lekko.
- Witam. Doprawdy nie wiem co panience przyszło do głowy, by spać w takim miejscu. Dzisiejsza noc nie należy do najcieplejszych. -uśmiechnąłem się przyjaźnie i zdjąłem marynarkę, którą założyłem specjalnie na wypad do kasyna, po czym zarzuciłem ją na ramiona anielicy. - Czy mógłym poznać panienki imię?

(Panienko Eleri? c:)

Od Balderoya cd Ayan

- Skończyłaś już pić herbatę? -zapytałem. Wpadł mi do głowy pewien ciekawy pomysł...
- Tak, a czemu pytasz?
- Nieważne, nie powinno cię to obchodzić - zaśmiałem się, gdy dziewczyna spojrzała na mnie spode łba. Wyglądała naprawdę śmiesznie, aż poprawiła mi humor. - Mogę zabrać twoją filiżankę? Dziękuję. - wstałem i bezceremonialnie zabrałem naczynie razem ze spodkiem, po czym wróciłem na swoje miejsce i postawiłem je po mojej stronie stolika. Mała wróżba nie zaszkodzi, prawda?
- Co ty chcesz... - zaczęła, ale nie dałem jej skończyć, wyprzedzając ją z odpowiedzią, przy okazji zerkając na jej z deczka zdziwioną minę.
- Zaraz zobaczysz, spokojnie. - zamyśliłem się usiłując przypomnieć to, czego kilka lat temu uczyła mnie Lamia, podwładna mojej starej przyjaciółki, którą traktowała niczym własną córeczkę. Nagle mnie olśniło. Chwyciłem lewą ręką uszko filiżanki Ayan i zacząłem obrękcać ją w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Jedno okrążenie, drugie, trzecie... Dość, trzy wystarczą. Odwróciłem filiżankę stawiając ją na spodku do góry dnem.
- Ayan, licz do siedmiu. I tak nie masz nic innego do roboty, niewolnico. - wydałem polecenie, a anielica z miną obrażonego dziecka i założonymi rękami rozpoczęła odliczanie. Łał, mam tę moc, wykonała polecenie! Jestem boski! Zaśmiałem się nagle. Dobrze, anielica skończyła odliczanie, resztki napoju wykapały na spodek, więc pora na kalafiora! Albo na odwrócenie filiżanki... Dobra jednak to drugie. W milczeniu ustawiłem filiżankę w normalnej pozycji i zacząłem przyglądać się fusom herbacianym. Silia zawsze nigdy się nimi nie zajmowała, wiedząc, że prędzej czy później najdzie mnie ochota na wróżby.
- Pomyślmy... Te fusy blisko brzegu przy uszku przypominają profil końskiej głowy, a tamte troszkę dalej, bliżej brzegu wyglądają na kapustę... Tuż obok są takie ułożone na kształ jakby... Em... Kosy? Tak, wyglądają na kosę, ostrzem do kapusty... Czyli mamy konia, kapustę i kosę... - moim bezbłędnym rozumowaniem wyciągnąłem zaskakujące wnioski. -Wybacz mi na chwilkę, zaraz wracam, nie ruszaj się stąd, dobrze?
- Aha, jasne... - odpowiedziała, gapiąc się na mnie jak na skończonego idiotę. Uśmiechnąłem się i polazłem do mojej małej prywatnej biblioteki w poszukiwaniu książki z wróżbami. Muszę kiedyś powiedzieć Silii jak bardzo ją podziwiam za umiejętność zachowania porządku w tym miejscu. Nie minęła chwila a już wracałem z tym średnio opasłym tomiskiem pod pachą do salonu, gdzie zastałem dziewczynę drażniącą się z kanarkiem.
- Tylko uważaj żeby ci paluchów nie odgryzł! - rzuciłem, usiadłem na swoim miejscu i zacząłem szukać odpowiedniej strony. Eureka! - Ayan, chodź tutaj. - przywołałem ją gestem dłoni nie spuszczając wzroku z księgi. Dziewczyna oparła się rękami o podłokietnik fotela pochylając się nad moją książką, jednocześnie nie zasłaniając mi widoku. Rzuciłem na nią kątem oka i już ogarnąłem, dlaczego Raito tak ją lubi... Powiedzmy, że ma bardzo ładne krągłości, idealnie proporcjonalne w stosunku do reszty ciała... Argh... Aż nie mogłem się powstrzymać, żeby ją uszczypnąć w ramię. Dziewczyna zaskoczona natychmiast lekko odskoczyła do tyłu, złażąc z podłokietnika, a ja wpatrywałem się w jej oczy z jednocześnie złośliwym oraz lubieżnym uśmieszkiem.
- Nie kuś mnie tak, bo jeszcze zrobię ci coś, przez co prawdopodobnie dostaniesz mocno po twarzyczce od swojego właściciela, niewolnico. - zaśmiałem się.
- Kurka wodna, o co ci chodzi? -mruknęła stając za mną, na powrót przybierając minę obrażonego dziecka.
- Domyśl się. A wracając do fusów, to masz przekichane na całej linii... - powiedziałem i zerknąłem na nią, a ona tylko przekrzywiła głowę.
- Niby czemu?
- Fusy nie kłamią. Koń - romans, wieści od kochanka, kapusta - zazdrość przyczyną kłopotów, kosa - zagrożenie. Patrząc po ich ułożeniu, niedługo będziesz miała problemy z romansem, bo ty/Raito/Kou niepotrzebne skreślić będziesz zazdrosna/-ny i przez to znajdziesz się w zagrożeniu. Tyle w temacie.

(Le Ayan, dokończysz może? C: )

Wyrzucone! + informacja

W dniu dzisiejszym muszę pożegnać dwie anielice, które nie napisały ani jednego opowiadania. 
Może kiedyś do nas wrócą, może nie. 
Aida VanderDragon!
 Oraz:
Ćma!
Dziękujemy za dołączenie i przykro nam, że żegnamy się z takiego powodu.


Informacja:
 Piki, autor Daniel'a będzie przez jakiś czas nieobecny z powodu prywatnych powodów. 
Informacja dodatkowa!
Na blogu niebawem pojawi się konkurs związany z czytaniem opowiadań innych.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Od Resshy CD. Kirita

-Nie to nic takiego. – Białowłosa uśmiechnęła się ciepło i pokazała swoje śnieżnobiałe zęby, które idealnie pasowały do bladej cery.
- Może pomogę? – Nieznajomy jej mężczyzna puścił kobietę z uścisku i postawił to co trzymał w ręce na bliskiej szafce. Wypiął się i sięgnął wazon z chińskimi znakami.  – Proszę. – Podał wazon dziewczynie, a ta wzięła szkło z jego rąk do swoich. Nie dało się określić jak szybko to zrobiła, ale po chwili nawet stała tyłem do mężczyzny i przyglądała się jego wyborowi. Pomachała do sprzedawczyni, a ta szybko podbiegła. Mówiła coś cicho i chichotała kilka razy, a po chwili ponownie odezwała się do białowłosego mężczyzny.
-Szukał pan nowego kompletu? – Podeszła bliżej i uśmiechnęła się pociągająco, a następnie odwróciła się na pięcie. – Więc pogadałam z oto tamtą kobietą i wyszukałam taki komplecik. W zamian za pomoc. – Schyliła się po swój wazon, który odstawiła gdzieś na początku. Nieznajomy uważnie obserwował jej ruchy i uśmiechnął się pod nosem. Działała bardzo szybko, wręcz starała się, by nikt jej nie pomagał.
- Nie musiałaś się kłopotać. – Mężczyzna podszedł bliżej i przyjrzał się uważnie kompletowi. – Dużo tego i…
- Nie lubię być komuś coś winna. – Ressha spojrzała na nieznajomego.
- Całkiem ładne. Więc jak masz na imię? Nie lubię jak ktoś mówi do mnie per Pan. – Gestem ręki zawołał kasierkę, która podliczyła wszystko. Zaskoczyła trochę go cena, ale kupił całe dwa pudła. Podrapał się po głowie.
- Ressha. – Wypowiedziała szybko, a białowłosy zwrócił się do niej. Spojrzał się z ciekawością.
- Więc nazywam się Kirito i… Skoro wybrałaś taki ładny komplet, to chcę cię prosić o przysługę.  – Hebi zwróciła uwagę na mężczyzna, już domyślała się o co chodzi. Wyjrzała przez okno czy nadal pada. Mało tego, lało. Wybiegła na chwilkę i zawołała powóz konny, który gotowy był ich zawieźć. Wróciła z błyszczącymi się włosami. Krople deszczu pozostały na niej.
Kirito stał już z jednym, większym pudłem w rękach, a Ressha zgarnęła mniejsze pudełko i pożegnała się ze znajomymi. Oboje wybiegli szybko i wsiedli do wozu. Białowłosy podał adres na który miał zmierzać powóz. Hebi otworzyła szeroko oczy, nie spodziewała się, że Kirito będzie strasznie bogatym paniczem. Uśmiechała się do siebie.
Kiedy dotarli, mężczyzna chciał zawołać służbę, by im pomogli, jednak Ressha nie obawiała się tego, że zmoknie. Przemknęła szybko do budynku, a Kirito za nią. Uśmiechnął się i postawił rzeczy przy wieszakach.
- Oj, Powóz odjechał. – Spojrzała na ślady koni. – Skoro ci pomogłam, to co ty na to, by dać mi trochę herbaty? – Uśmiechnęła się i zaśmiała krótko.

<Kirito?>

Od Jessici.


Było rano, jednakże wystarczająco jasno aby struga światła przez niewielką szparę obudziła Jessice. Otworzyła swoje duże, piwne oczęta. Wyglądały na zaspane, jednakże wiedziała, że nie powinna się obijać. Wstała, dokładnie rozejrzała się, po czym natychmiast wybiegła na dwór. Gnar wcale nie zareagował inaczej. Nadstawił swoje wielkie uszy i stanął jak wryty z Jess. Oboje wiedzieli, że coś się dzieje. Nagle za trzęsła się ziemia. ''Heltyfum nadchodzi'' - pomyślała
Natychmiastowo z przerażenia wbiegła do ciemnego pomieszczenia, nic nie wpadło jej do głowy prócz otworzeniem tajnego przejścia i przeleceniem się do Alix. Korytarze był nie przyjemne. Zwłaszcza po niewielkim trzęsieniu się ziemi, trochę kamieni oraz ziemi wpadło do korytarzy przez co lot stawał się trudniejszy. Kiedy znalazła się u wrót były zamknięte. Instynkt Jesici wyczuł coś podejrzanego, jednakże coś dawało ją w błąd. Drzwi otworzyły się same. Krzywo spojrzała na to sytuację. Weszła powoli, starając się aby narobić jak najmniejszą ilość hałasu. Drzwi zatrzasnęły się a światło zgasło. Zrobiło się strasznie, nie wyobrażalnie zimno. Czuła jakby Heltyfum stał dosłownie przed nią.

Od Ayan CD. Badleroy'a.

Przewróciłam oczami i westchnęłam.
- Nie zbyt mogę opisać całego charakteru i wyglądu, ale powiem Ci to: Ma rudo-brązowe włosy, taki jasny brugund z brązem, oczy zielone, głębokie. Ma wielkie, czarne skrzydła, które może "chować", nie widać ich wtedy. Co do charakteru... Będzie zirytowany, ale muszę to powiedzieć. Jest perwersyjny, łapie za słówka, często kłamliwy i cyniczny, złośliwy, irytujący... - złapałam się za głowę, gdyż zaczęła mnie boleć - Potrafi być też... Poważny, jak wtedy, gdy...Ałw.... - syknęłam na koniec, po czym wzięłam łyk herbaty. Nastąpiła cisza, którą przerwałam po chwili.
- Nazywa się Raito - rzekłam - Niestety zaczepia mnie jeszcze jeden demon, zwany Kou. Mojemu, jak to określiłeś ''Panu'' bardzo się to nie podoba, bo "należę do niego". - cicho westchnęłam i znów spojrzałam na włosy.
- Nie wiem, czemu tak o Ciebie zabiega... Piękna nie jesteś, silna też nie, ciekawa pod względem charakteru nie... - uśmiechnął się diabelsko. Zmierzyłam go niby nie wzruszonym, a tak naprawdę lodowatym spojrzeniem.
- Co Ty o mnie wiesz? - warknęłam - W sumie to masz rację... Kiedyś go o to spytałam. Powiedział, że do paru rzeczy mam niesamowity, nienormalny wstręt oraz czuję bardzo silną nienawiść. Wtedy zwykle normalny charakter zmienia się nie do poznania. I jak to stwierdził: "Masz duszę przeżartą nienawiścią i pogardą, nawet nie wiesz jak bardzo. A ja kocham dusze tego typu, trochę jeszcze Cię 'popielęgnuję'. A potem..." - tutaj urwałam, bo nie mogłam dalej mówić. Więc masz rację, nic we mnie takiego nie ma, z wyjątkiem... Niepochamowanej nienawiści. - wzięłam ostatni łyk herbaty. Skończyła się. Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam w sufit. W pokoju wisiał piękny żyrandol, więc zaczęłam się mu przyglądać, nic nie mówiąc.

<Szanowny panie Badleroy'u? C: >

środa, 20 sierpnia 2014

Od Balderoya cd Ayan

- Oh, wiem. -uśmiechnąłem się fałszywie. - Rozgość się. - rzuciłem prowadząc ją do salonu. Nic wielkiego, kanapa, kilka foteli, stolik, kominek, jakaś roślina, klatka z kanarkiem i instrument pianinopodobny, którego fortepianem nie nazwę. Klasyczne mieszkanie urządzone po ludzku, no poza paroma elementami. - Niedługo pora na herbatę, napijesz się może? Silia parzy naprawdę wyśmienite herbatki.
- Silia? - Ayan przekwiła głowę i zasiadła w fotelu.
- Silia, moja służąca. Wiesz, taka osóbka która sprząta, gotuje i tym podobne, a w zamian ją utrzymuję. - doinformowałem ją i usiadłem naprzeciwko, z zainteresowaniem wpatrując się w kominek, w którym wesoło trzaskał niebieski ogień.
- Ah. W takim razie chętnie się napiję.
- Tak poza tym, co cię tu sprowadza? Wątpię, abyś przyszła tu od tak... -westchnąłem, układając dłonie w piramidkę. Rzadko kiedy ktoś mnie odwiedza jeśli nie ma żadnych interesów. Pomijam już przyjaciół mojego ojca, którzy raz na ruski rok przychodzą sprawdzić jak się miewam.
- A więc cię zdziwię, bo przyszłam tutaj bez żadnego konkretnego celu! - odpowiedziała wesoło, bawiąc się kosmykiem włosów. Spojrzałem na nią, później na jej włosy i znów na nią.
- Przytnij te włosy. Za długie zawadzają. Wiem coś o tym. - zaśmiałem się po chwili, przypominając sobie samego siebie sprzed pięciu lat. - Poza tym, mogłabyś opowiedzieć mi coś o swoim Panie? Zdobył moją ciekawość przez twoje słowa i chciałbym dowiedzieć się o nim trochę więcej. - zapytałem, odchylając się i przekrzywiając głowę z uśmiechem.

(Panienko Black? c: )

wtorek, 19 sierpnia 2014

Ogłoszenia parafialne!

Witam. Przepraszam, że piszę o tak później porze, ale dziś po prostu nie mogłam nic zrobić.
Chcę przeprosić osoby, które oczekują albo na moje opowiadanie albo na wstawienie jego opowiadania.
Dziś od rana byłam w drodze do Krakowa i wróciłam dopiero po osiemnastej, nie dorwałam się do laptopa.
_ _ _
Teraz mniej miły wątek. Blog działa od czwartego sierpnia, a są osoby, które nie napisały PIERWSZEGO  opowiadania. Nie będę wypisywać jakie są to osoby, bo one same wiedzą, kto to jest.  Poinformowałam je na howrse już jeden raz, jednak opowiadań w dalszym ciągu nie widać. Więc zdecydowałam, że jeśli te osoby w ciągu TRZECH dni nie napiszą opowiadania, zostaną wyrzucone z bloga! Polecam  napisać opowiadanie do Piątku, bo inaczej postacie zostaną usunięte bez żadnego ostrzeżenia!

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Od Ayan CD. Badleroy'a.

Niewolnica, huh? Siedziałam jeszcze chwilę, po czym odchyliłam głowę do tyłu.
- Dobrze się bawisz, robiąc ze mnie idiotkę? - spytałam sama siebie i ziewnęłam. Byłam bardzo śpiąca. Z reguły nie muszę spać, lecz teraz nastał czas, aby zasnąć na długo. Coś w rodzaju hibernacji. Położyłam się na piasku i zamknęłam oczy. Było mi dobrze, wiatr delikatnie powiewał, muskając moje ciało. Słońce świeciło, ale nie było gorąco. Po prostu idealnie. Ziewnęłam i ułożyłam się wygodnie. Po chwili już spałam.
~~*~~
Otworzyłam oczy i nerwowo wstałam. Rozejrzałam się.
- Niezbyt mądre spać tutaj - powiedział mój "pan", jak to ostatnio określił Badleroy.
- Ile spałam? - warknęłam z dość silną irytacją; nie wyspałam się. Uśmiechnął się i odpowiedział ze stoickim spokojem:
- Dwa tygodnie, trzy dni i dziewięć godzin.
- Sporo - uśmiechnęłam się i wzleciałam w powietrze - Idę się podenerwować, w końcu jestem masochistką, nie?! - krzyknęłam gotowa do drogi.
- Tak, żegnam - zachichotał i zniknął. Ruszyłam w stronę domu Badleroy'a. W połowie drogi, poczułam lekki, rozprzestrzeniający się ból. Spojrzałam na ciało. W okolicy bioder, miałam wbitą strzałę. Krew już ściekała, kapiąc na ziemię. Z całą pewnością było ją już wszędzie czuć. Spokojnie wyjęłam broń i postanowiłam się wymyć. Wlazłam do pierwszego lepszego jeziora i się umyłam. Tym razem ociekając wodą ruszyłam w drogę. Wesoła, bo po drzemce. Normalnie nawet Badleroy mi humoru nie zepsuje, byłam pewna. Dotarłam na miejsce i zapukałam do drzwi, po czym spokojnie weszłam.
- Cześć niewolnico! - powiedział na wstępie demon. Uśmiechnięta, ignorując dziwne powitanie i specjalnie irytując Baldura, odrzekłam:
- Witaj. A więc to tutaj mieszkasz? Milutko tutaj.

< Czy raczysz odpowiedzieć na to skromne opowiadanie? Byłabym bardzo rada, Badleroy'u c: >

Od Balderoya CD Ayan

- Ja tam gustuję w słodszych, jak chociażby 0 Rh+. Nie rozumiem was. - westchnąłem. Wstałem i odszedłem kilka kroków od niej, zakładając ręce na karku. - Nie wiem, czemu się tak cieszysz z tego, że mnie poznałaś. Zazwyczaj niewolnice twojego pokroju nie powinny zawierać nowych znajomości bez zgody własnego pana, bo to może się niezbyt dobrze dla nich skończyć.... - mówiłem, odwrócony do niej plecami, przez ramię obserwując, jak wyraz twarzy dziewczyny zmienia się z "dziecięcej rozkminy" na "rozzłoszczoną panienkę".
- Idioto, wcale nie jestem niewolnicą! - zaczęła klasyczną zagrywkę w zaprzeczanie, a ja w odpowiedzi uniosłem kąciki ust i odwróciłem się, po czym z rękami w kieszeniach zacząłem się zbliżać do niej wolnym krokiem, obserwując rosnący strach w oczach dziewczyny. Gdy dzieliły nas liche centymetry pochyliłem się nad nią i spojrzałem jej prosto w źrenice.
- Jesteś. - wyszeptałem i wyprostowałem się, po czym zachichotałem. Z prawej kieszeni wyciągnąłem pudełko z tabletkami "uśmierzającymi ból zębów", innymi słowy: kokainę w dropsach. Wyciągnąłem trzy dropsiki i schowałem pudełko z powrotem. Jedną tabletkę wcisnąłem w dłoń dziewczyny, drugą szybko pochłonąłem, a trzecim przywabiłem Acaleusa, który już jakiś czas temu skończył posiłek i przyglądał się nam zaciekawiony. Ani na mnie, ani na mojego rumaka narkotyki nie działały, jak na większość piekielnych stworzeń. Takie tam pyszne cukierki... Nie wiem jak działa na upadłych, ale prawdopodobnie jej nie zaszkodzi. Najwyżej polepszy humor.
- Nie musisz dziękować. - uśmiechnąłem się ironicznie i zacząłem się oddalać z unipegiem u boku w stronę lasu.- Ja już wracam do domu. Jakbyś czegoś chciała, to znajdziesz mnie w domu z czerwonymi ścianami i ogrodem na obrzeżach zachodniej części miasta. Do zobaczenia! - pomachałem ręką w jej stronę i spacerkiem wróciłem do mojej posiadłości, z zewnątrz wyglądającej zwykły, całkiem przyjemny dla oka klasyczny dom z ogrodem, w którym umieszczono małą stajenkę z jednym boksem i parę bibelotów. Odprowadziłem wierzchowca do jego własnej "chatki", poklepałem go, wyczyściłem trochę, bo oczywiście musiał się wytarzać kiedy nie patrzyłem, po czym usiadłem na ogrodowej huśtawce i zacząłem po raz setny czytać "Alicję w Krainie Czarów".

( A zatem, panienko Black, byłbym niesamowicie rady, gdybyś raczyła odpisać c: )

Od Ayan CD. Badleroy'a.

Zirytowana, jednocześnie rozbawiona tym wszystkim, zaczęłam lekko głaskać mokre skrzydła. Mogłam mu powiedzieć, ale znając życie przyjdzie tutaj mój przyjaciel i stwierdzi coś w stylu: "Za złamanie regulaminu, trzeba poniesć karę, koteczku". To istny idiota, ale cóż. Co mi tam...
- Jedno ze słów, dzięki którym żyję... - mruknęłam, patrząc w niebo - Wiem, że z tymi "grami" zawsze jest coś nie tak, miałam stycznośc z takimi jak Ty. Właśnie wtedy popełniłam największy błąd w życiu. Przez tamtą grę, w której nagrodą było prawo do mojego życia. Te słowa... Potem Ci powiem - zakończyłam, spoglądając na rękę, która obita była siniakami, miałam pełno ran... W podobnym stanie była noga i całe plecy. W dodatku szyja. Niektóre rany to moje dzieła, inne własnie tego "gracza", który mnie maniakalnie odwiedza w domu. Westchnęłam i wyjęłam nóż, z którym się nie rozstaję. Badleroy diabelsko się uśmiechnął.
- Gdzie Ty chowasz te nożyki, żyletki i całą resztę? W ogóle co masz jeszcze? - spytał demon.
- Nie chowam ich. A ma jeszcze gwoździe, szklanki, miecz, pinezki, dzidy, a w domu wiszą dwa łuki i parę narzędzi do tortur... - wymieniłam wszystko i podałam nóż chłopakowi.
- Możesz obejrzeć - warknęłam - Tylko nie zgub, ważny jest dla mnie mentalnie i fizycznie.
Spojrzał na mnie jak na typowego idiotę, osobę bez rozumną.
- Mam nóż oglądac, to nudne! - syknął. Zaczęłam sie głośno śmiać.
- Jesteś taki sam jak on. Powiedział to samo, gdy mu go pokazałam. - mój chichot nagle sie skończył. Wzięłam broń do ręki i zaczęłam przejeżdzać po nim palcem, tłumacząc:
- Zrobiony z żelaza i stali, wytrzymały, nie tepi się. Do tego w strukturze można zauważyć perły i drogocenne kamienie, które jak dla mnie są trochę zbyteczne. Końcówka noża jest z wyszlifowanej rudy kwarcu, obwiązane recznie robionym sznurkiem i oryginalnymi kulami z barwionego na czerwono szkła. Do tego jest bardzo ostry, widzisz? - z łatwością przecięłam skóre na nadgarstku i bez cienia bólu, podałam demonowi nóż.
- Możesz wypróbować - syknęłam wylizując ranę. Po chwili złapałam patyk i napisałam na piasku: "Od dzisiaj masz się ciąć, na znak, że nie jesteś wolna...". Lekko zadrżałam, bo nienawidziłam tych słów. "Nie możesz kochać, jeśli Ci wyraźnie nie pozwolę", "Duszy podpalacze, zaatakują niebawem, aby zniszczyc Cię i narodzić na nowo". Na końcu napisałam tylko "pomocy", czyli coś co powiedziałam nie w porę.
- To tylko niektóre - rzekłam i odwróciłam wzrok. Nie chciałam tego widzieć.
- Co Ty chciałas zrobić w przeszłości? - zadał wreszcie to okropne pytanie.
- Chciałam wyjąć serce spod żeber i połknąc z nim, cały mój lęk... Zrobiłam to, koniec końców... - wyjęłam gwóźdź i zaczęłam się nim bawić.
-"Śni mi sie mieso, śni mi sie krew..." - zacytowałam i przestraszyłam się. Leciutko i cihuto zadrżałam, jak drży powietrze w puszczy. Zmieniłam temat:
- Demony lubią krew, prawda? I chętnie po nią sięgają, prawda? - spytałam trochę chłodno.
- Tak - odparł jednym słowem - Maja też swoje ulubione - ciągnął - Rh-/+, AB-/+ i tak dalej.
- On kocha czarną - warknęłam - Ja i on kochamy pić krew zanieczyszczoną, brudną, pełna uczucia nienawisci i odrazy... Nie zamierzam sie jednak nad sobą użalać. Cieszę się, że Cię spotkałam - uśmiechnęłam sie i strzepnęłam nadmiar wody ze skrzydeł.

< Szanowny panie Badleroy, uraduję się, jeśli odpowiesz c: >

niedziela, 17 sierpnia 2014

Od Kirita do Resshy

Właśnie wracałem z któryś z kolei zajęć szermierki. Dzień był ponury, deszcz padał od samego rana. Krople raz po raz uderzały w dach dorożki. Konie jechały jednostajnym delikatnym kłusem. Zatrzymaliśmy się. Wysiadłem ostrożnie uważając na miliony kałuży tworzących się na nawierzchni. Otworzyłem parasol i ruszyłem w stronę sklepów z porcelaną. Mijałem wiele ciekawych miejscu w których nigdy nie bywałem. Kościół w stylu gotyckim wydawał się górować nad chmurami. Pieszy którzy przechodzili obok mnie niemal nie potykali się o siebie. Każdemu spieszyło się do swojego świata, życie toczyło im się szybko. Tylko ja, taki wolny, taki samotny. Bo przecież, po co mi jakiekolwiek istoty ludzkie, żeby wałęsały mi się między nogami? Uśmiechnąłem się pod nosem myśląc „To ja podziękuję”. Drzwi do sklepu otworzyły się z cichym skrzypieniem, rozejrzałem się po sklepie. Nikogo tu nie było, prócz Mnie, kasjerów i jakiejś dziewczyny. Stała przy półkach z wazonami zdobionymi delikatnymi motywami chińskiego pisma. Widać było, że jej się podobają. Stanąłem przy miejscu z zastawą stołową, bo cóż… znowu zbiło się kilka szklanek i talerzy w mojej posiadłości. Takie już życia, hah. Dziewczyna podeszła do mnie widocznie zainteresowana kieliszkami które trzymałem w ręku. Obserwowała naczynia dookoła, uważnie przyglądając się mojej twarzy. Hmm, byłem przyzwyczajony, każdy by chciał popatrzeć na tak piękną buźkę. Kobieta sięgnęła po wazę wysoko na półce, prawie się przewróciła, ale ją podtrzymałem.
-Dz-dziękuję!-krzyknęła przerażona.
-Nie ma sprawy, nic Ci nie jest?-uśmiechnąłem się delikatnie.
<Ressha?>

Od Balderoya CD Ayan

Udałem zdziwionego. Przyjrzałem się dziewczynie. Siedziała na Acaleusie bokiem, bawiąc się własnym skrzydłem.... Brakowało tylko nóżki na nóżce, ale czego ja się spodziewałem, oczywistym było, że tak dumna kobietka jak ona dosiądzie go po damsku. Zachichotałem nie spuszczając wzroku z Ayan na moim rumaku. Unipeg patrzył na mnie jak na idiotę, od którego zależy jego życie. A jednocześnie nie mogłem nie zauważyć iskry rozbawienia w jego cudnym, błękitnym oku.
- Mogę się pobawić, ale zabawy z tobą są trochę mniej bardziej niż te, na których żeruję. Może zagramy w karty? Ale to później, na początek... Acaleus, karo! - wydałem komendę zakładając ręce na piersi i uśmiechając się zadziornie. A koń tylko zarżał dumnie i zaczął się cofać, przysiadając trochę na tylnych nogach ze złożonymi skrzydłami, z deczka unieruchamiając nimi dziewczynę. Ayan cmoknęła i chwyciła się grzywy. Kilka sekund później koń stanął dęba rozkładając skrzydła, przez co anielica ledwo się trzymała i ciałem była już w powietrzu, a nie leżała tylko dlatego, że uporczywie chwyciła się grzywy, nim mój wierzchowiec rozpoczął pokaz. Jakimś cudem kobietce udało się przerzucić jedną nogę na drugą stronę, dzięki czemu siedziała już w miarę normalnie, jednak nadmiernie odchylała się do tyłu. Chyba spanikowała. Owszem spanikowała, wszystko było widać w jej oczach. Acaleus z lekkimi trudnościami wrócił na cztery nogi, gdyż anielica ciągle ciągnęła go w tył. I w końcu nadszedł czas na finał. Rumak leciutko podskoczył na tylnich nogach, jakby chciał zagalopować z miejsca, po czym wywalił jej mocnego barana. Tym razem przesadził, nawet bardzo dobry jeździec by się na nim nie utrzymał, a jemu samemu mało brakowało do wykręcenia fikołka. Zaś moja nowa znajoma to nadrobiła i wyleciała z niego jak kula z katapulty. Na szczęście wleciała prosto do jeziora, inaczej musiałbym ją prawdopodobnie składać... A ja nadal stałem, jak na początku pokazu. Acaleus wesoło do mnie podkłusował i zatrzymał się przede mną, po czym złośliwie nadepnął mi na nogę swoim "malutkim, drubniutkim kopytkiem".
- Cholero złaź! Nie ważysz już dwieście kilo, wybacz! - darłem się usiłując go odepchnąć, co nie przyniosło najmniejszych skutków. - Dobra, niech ci będzie. Za mną leży twoja nagroda, Ayan już się zajęła brudną robotą, później jej podziękujemy. Idź, śmiało. - wyszeptałem mu do ucha, wskazując na zwłoki, a raczej ich pozostałości. Warto wiedzieć, że konik z piekła rodem bynajmniej mleczykiem się nie żywi. "Moja mordka" radośnie zeszła z mojej biednej nogi i zajęła się oczyszczaniem miejsca zbrodni, a ja podszedłem do Ayan, siędzącej na brzegu i wyrzynającej wodę z mokrych włosów.
- Wybacz, ale Acaleus to koń jednego jeźdźca. Nikt poza mną nie ma prawa go dosiadać. Na przyszłość zapamiętaj sobie, że gdy demon proponuje ci zabawę ze swoim pupilem to coś się za tym kroi - Uśmiechnąłem się z lekką kpiną wypisaną na twarzy i usiadłem obok anielicy. - A tak poza tym, co mu szeptałaś chwilę temu?

(Ayan? Wybacz, nie mogłem się powstrzymać XD)

sobota, 16 sierpnia 2014

Od Resshy

Była to bardzo urodziwa noc. Księżyc był na tyle jasny, że oświetlał te ulice, które nie miały lamp. Niestety gwiazd nie było widać, ponieważ zbierało się na deszcz. Chmury w kilka minut zasłoniły większość nieba i sprawiły, że na alejach momentalnie nastała cisza. Tylko jedna ulica nadal tętniła życiem. „Dzielnica czerwonych latarnii”, tak na nią wołali, choć nie do końca zgadzała się z ideą właśnie takiej dzielnicy. Owszem, była tam prostytucja, bary i tym podobne, jednak nie na tym skupiała się cała dzielnica. Tam można było przyjemnie spędzić wieczór. Każdy zapominał o swoich zmartwieniach, wrogach czy nawet żonach, kochankach. Więc ta częśc miasta miała za zadanie… Była po prostu umilaczem czasu. Hazard, tańce, zabawy, bary, herbaty. Wszystko miało tu miejsce.
Przez jedną z takich ulic przechadzała się piękna o śnieżnobiałych włosach dziewczyna. Oko miała koloru szmaragdowego, a lewe było przykryte kruczoczarną opaską. Miała dosyć długie rzęsy. Po prawej stronie, przy uchu miała umieszczony kolorowy kwiat. Ubrana była w białą sukienkę, która według niektórych odkrywała zbyt wiele, na szczęście na ramionach zostało położone bolerko wykonane w stylu japońskim. Ressha, bo tak nazywała się ta piękna kobieta, która właśnie wracała z jednego baru i kierowała się do kolejnego.  Skręciła w najbliższą alejkę i weszła tylnym wejściem do kafejki. Gdy tylko stanęła w drzwiach wiele osób ją przywitało ciepło. Ressha odpowiedziała na uśmiechy i weszła w głąb baru. Pochyliła się w ramach szacunku, a następnie usiadła na przygotowanym miejscu.
- Więc Hebi, w co dziś gramy? – Czarnowłosy mężczyzna elegancko ubrany wygodnie usiadł naprzeciwko kobiety. – Dziś obiecuję, że wygram! I cię posiądę. – Głos był bardzo zachrypnięty, wręcz oschły. Ressha zaśmiała się cicho.
- Panie Robercie. Nie nauczył się pan? Nadal? Ile razy to ja już wygrałam? Choć dziś pójdę panu na rękę. Niech będzie pański ulubiony Poker. – Białowłosa powiedziała to z pociągającym uśmieszkiem na twarzy. Zaczęła tasować karty, robiąc to w dość spektakularny sposób.
- Poker! Więc stawiam dziś trzy razy większą stawkę! Za to będziesz siedzieć ze mną 3 lata, jeśli wygram.
- Dobrze pan powiedział. „Jeśli wygrasz” – Ressha ponownie się krótko zaśmiała. 
Cała runda nie trwała dość długo, ponieważ po chwili białowłosa powiedziała „Królewski Poker”, a Robert domagał się rewanżu, jednak kobieta wstała z krzesła i zabrała worek pieniędzy. Wyszła z kafejki szybkim krokiem. Zaczęło kropić, więc dziewczyna zarzuciła bolerko na głowę i pobiegła przed siebie.
Zatrzymała się dopiero pod dużym drzewem, które nie przepuszczało za dużo wody. Przykucnęła i otworzyła worek, w którym była nagroda dziewczyny. Miała zamiar to policzyć, lecz ktoś przerwał jej to przywitaniem się. Białowłosa wstała gwałtownie i obróciła się na piętach.
- W czym mogę służyć o tak później porze? – Uśmiechnęła się sztucznie i czekała na odpowiedź isoty.

<Ktos dokończy? C:>

Alleluja!

Witam. Tutaj jedna z administratorek bloga. Piszę dziś ten post, by poinformować członków i członkinie bloga o nowości, którą wywalczyłam prowadząc drobną dyskusję z drugą adminką. Więc niektórzy się ucieszą, innych nie będzie to obchodzić, lecz...
 Od dziś można, lecz nie trzeba pisać w trzeciej osobie, czasu przeszłego. 
Osobiście uważam, że jest to dobra zmiana i wiem, że niektórym to przypadnie naprawdę do gustu. 
Dziękuję za uwagę

Od Ayan CD. Badleroy'a.

Zaśmiałam się widząc, że ofiarom był upadły anioł. Wyszłam z zarośli, podeszłam do ofiary i szepnęłam:
- "Przypatrz się twarzy swojego kata...".
Upadły spojrzał na mnie, jak na idiotkę nie znającą swojego miejsca. Uśmiechnięta, zabrałam się do pracy. Przewróciłam go i odcięłam nożem skrzydła. Oczy zaświeciły mi się od razu i przybrały swój prawdziwy, krwistoczerwony kolor. Zaczęłam się bawić. Złamałam mu wszystkie kończyny, odcięłam ucho i palce u ręki. Podcięłam trochę szyję, ale tak, aby żył. Następnie wzięłam żyletkę i rozcięłam sobie skórę. Używając magii krwi i świetnie się bawiąc, zaczęłam wyrywać ręce i nogi ofierze.
- Patrzysz? - spytałam retorycznie i złapałam jego szyję, zaczynając dusić upadłego. W pewnym momencie nie wytrzymał bólu i zemdlał. Ocuciłam go ziołem, z ktorym się nie rozstaję. Zaklnęłam przy okazji, aby nie mógł zemdleć. Bawiłam się dalej. Wreszcie upadły umarł z bólu i wykrwawienia, oraz braku obu płuc. Ziewnęłam, po czym spojrzałam na zmasakrowane zwłoki. Jeszcze nie ochłonęłam, miałam wyczulone zmysły. Usłyszałam szmer i rzuciłam nożem w niebo. Gdyby coś, a raczej unipeg nie zrobił uniku, zginąłby na miejscu. Rzuciłam zwyczajnie naostrzonymi patykami, z czego jeden prawie trafił konia w skrzydło. Syknęłam, po czym upadłam i opamiętałam się. Polizałam krew na ręce i zaczęłam się śmiać. Dlaczego tak bardzo bawiła mnie jego śmierć...? W pewnym momencie spostrzegłam, że na unipegu lata zdziwiony, jednocześnie zadowolony Badleroy. Westchnęłam i usiadłam na piasku. Gdy tylko wylądował, zbiegł z konia. Widząc, jak przyglądam się zwierzęciu, zaproponował mi, bym go dosiadła. Zaniepokoił mnie durny usmieszek, ale usiadłam na konia. Do powąchania dałam mu moją czarną krew i szepnęłam do ucha co nieco. Pozwolił się dosiąść. Demon stał jak słup i sie nie ruszał.
- Nie chcesz się bawić? - zaczęłam uśmiechnięta, oglądając krew ofiary na skrzydłach.

< Wspaniały panie Badleroy, wielmożnie kontynuuj c: >

Od Balderoya CD Ayan

- Nie ma sprawy, do zobaczenia później! - zawołałem, gdy już odchodziła. Stwierdziłem, że warto by było ruszyć półdupki z miejsca i gdzieś pójść, więc wstałem i bardzo ambitnie oparłem się o pień najbliższego drzewa. Ta satysfakcja.... Nagle poczułem, jak coś twardego i gładkiego ociera się o moje ramię. Kątem czarno-czerwonego oka rzuciłem w tamtą stronę i zauważyłem długi, czarny... Róg. Po chwili skojarzyłem fakty i zorientowałem się, że mój "jakże kochany podopieczny" stoi obok mnie.
- Acaleus, mogę cię spytać co ty tutaj robisz? Przecież wiesz, że nie mam nic do jedzenia przy sobie. - Unipeg w odpowiedzi tylko zarżał i kopnął mnie lekko przednim kopytem w bok. - Przylepo... Niech ci będzie, później ci coś dam, ale na początku musisz mnie gdzieś zabrać, jasne? Tylko po cichu. - Usadowiłem się na grzbiecie wierzchowca i wyszeptałem mu, że ma cichutko podążać za Ayan. Mam takiego farta, że Acaleus rozumie zwykłą mowę i nie trzeba się z nim użerać jak z większością zwykłych koni, jemu wystarczy powiedzieć gdzie ma polecieć, czy pojechać i tyle. Przynajmniej dla mnie, nikt poza mną nigdy go jeszcze nie dosiadał... Chociaż niektórzy próbowali, kończąc pod kopytami Acaleusa. Wzbiliśmy się w powietrze i śledziliśmy anielicę z wysokości, gdy ona biegła nad jezioro, co chwila podlatując tuż przy ziemi. Mało ciekawy widok, szczerze mówiąc. Lekko przynudzony usiadłem tyłem do szyi rumaka, a po paru sekundach już na nim leżałem głaszcząc go po łopatce. W pewnym momencie unipeg gwałtownie się zatrzymał, natychmiastowo mnie rozbudzając. Usiadłem już normalnie i z zainteresowaniem zerknąłem w dół, na Ayan kryjącą się w krzakach, niemal jak ja chwilę temu, oraz osobę, której nie byłem w stanie rozpoznać, podążającą brzegiem jeziora...
- Może jednak będzie ciekawie.... - wyszeptałem do siebie i z uśmiechem na ustach przeszytym lekką kpiną poklepałem Acaleusa po szyi i zacząłem bawić się jego grzywą.- Spokojnie, później dostaniesz nagrodę, malutki....

(Szanowna panienko Ayan, czy raczysz opowiedzieć mi o przebiegu wydarzeń, tam, na dole? XD)

Chat na blogu!

Witam! 
Razem z horselove postanowiłyśmy umieścić czat na dole strony.
Ułatwi nam to kontakt, a dodatkowo będziemy mogli porozmawiać razem na tematy związane nie tylko z blogiem. :)
Zapraszamy!

Od Ayan CD. Badleraoy'a.

Nadal trzymałam kołnierz i nie zamierzałam go puścić. Nie dowierzałam demonowi, bo to chytre i zdradliwe stworzenia.
- Nic nie wywiniesz? - warknęłam groźnie. Badleroy widząc moją minę, na której malowała się determinacja i zdecydowanie, zaśmiał się.
- Nie obiecuję... - oznajmił i gdy tylko go puściłam - wstał. Przewróciłam oczami.
- Czego się śmiejesz? - syknęłam i wyczarowałam ławkę, na której usiadłam. Ten znowu się uśmiechnął, na co westchnęłam.
- Nie mam prawa się uśmiechać? - odparł nie wzruszony. Zamknęłam na moment oczy, a w myślach przeklnęłam. Nie lubię demonów, są irytujący. Zaświeciły mi sie oczy, złapałam się za głowę i rozejrzałam. Zaraz coś będzie przy jeziorze, a to "coś" chciałam dzisiaj zabić. Spojrzałam na zegarek i uspokoiłam się.
- Jeszcze 27 minut.... - mruknęłam. Starałam się nie przejawiać zdziwienia.
- Do czego? - usłyszałam szept. Odwróciłam się, widząc siedzącego obok mnie Badleroy'a. Był wyraźnie zaciekawiony.
- Ktoś przyjdzie nad najbliższe jezioro - zaczęłam - Mam tego kogoś zabić... - dokończyłam i odchyliłam głowę do tyłu.
- Mam... - powtrzórzył demon jak echo - Jakbyś co najmniej rozkaz dostała... - uśmiechnął się cynicznie.
- Bo dostałam - urwałam. Po co mu to mówię, to demon. Tylko demon. Badleroy nie ukrywał zdziwienia, ani rozbawienia całą sytuacją. Zachichotał.
- Zamknij się i zapomnij, muszę już iść. Ofiara przyjdzie szybciej, niż myślałam. - dokończyłam, wstałam i ruszyłam w głąb lasu.

< Szanowny panie Badleroy? C: >

Od Balderoya CD Ayan

Słysząc jej słowa ledwo powstrzymywałem śmiech, aż w końcu nie wytrzymałem i roześmiałem się w głos. Doprawdy... Podniosłem z ziemi nóż, którym próbowała we mnie rzucić oraz kilka kamyków, które po prostu sobie tam leżały.
- Cóż, skoro taka ze mnie sierotka, to może się pobawimy? Spróbuj mnie złapać! - krzyknąłem i rzuciłem jej nożem między nogi, a ona tylko się uśmiechnęła i zaczęła rozglądać. Rzucałem kamykami dla zmyłki po krzakach, które za każdym razem tak zabawnie szeleściły zielonymi listkami. Oceniłem sytuację troszkę dokładniej: ona nadal stała nieruchomo pod drzewem, usiłując maskować swego rodzaju strach pod maską durnego uśmieszku i polegając na słuchu, co kilka sekund oglądając się za moimi mylnymi wskazówkami. Chwilka. Stała pod drzewem... Cudownie... Cichutko wdrapałem się na drzewo nie przestając wysyłać zmyłek. Usiadłem na mocnej gałęzi, która układała się idealnie nad nią. W pewnym momencie zauważyłem, że dziewczyna rzucała niektórymi nożami w miejsca, które głośniej szeleściły. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i zaczepiłem nogami o gałąź, resztą ciała zwisając tuż za aniołem. Lekko dmuchnąłem na jej kark i obserwowałem jak zamarła. Kilka sekund później zaczęła powoli odwracać głowę, a ja uśmiechałem się od ucha do ucha. Już zamierzałem się podciągnąć do siadu i zejść z drzewa jak cywilizowana osoba, gdy anielica gwałtownie pociągnęła mnie za kołnierz. Ledwo zdążyłem zamortyzować upadek ręką i małym przewrotem w bok, coby się nie połamać.
- Mam cię! - zawołała zadowolona, przyciskając mnie do ziemi, bym nie mógł wstać. - A teraz możesz mi w końcu powiedzieć kim jesteś?
- Jestem Balderoy. Balderoy Arthas Leander, dokładniej. Miło mi cię poznać, panienko... Jak masz na imię?
- Ayan Black.
- Panienko Black, a teraz wybacz, ale chciałbym wstać, więc możesz mnie łaskawie puścić?

(Ayan? c:)

Od Ro CD. Daniel'a.

- To dobrze. - odrzekłam i wskazałam kierunek z którego przybyłam - Jak myślisz, wrócili? We dwoje mamy większe szanse na wygraną. - wyszczerzyłam się w złowieszczym uśmiechu i poprawiłam włosy, które ciągle zasłaniały mi widoczność
- Zawsze można sprawdzić. - powiedział chłopak i wzbił się do lotu, a ja poszłam w jego ślady
Miałam tylko nadzieję, że te głupie anioły nie wpadły na pomysł, aby poszukać mnie na niebie, bo inaczej cała zabawa byłaby zepsuta. Jednak po pewnym czasie spędzonym w powietrzu zauważyłam wreszcie ową grupkę na ziemi.
- Tam. - wskazałam miejsce, a jasnowłosy spojrzał w tą stronę - Może trochę nudne, ale z chęcią popatrzę jak te aniołki uciekają przed szyszkami, które wzięły się nie wiadomo skąd.
Chłopak uśmiechnął się i zaczął lecieć w kierunku lasu.
Znalezienie drzew iglastych nie stanowiło dużego problemu. Potem trzeba było tylko odkryć sposób aby zabrać jak najwięcej "pocisków". Kiedy ponownie wzbiliśmy się w powietrze zaczęłam się zastanawiać jak nazwać taniec, który zaraz nam pokażą białoskrzydli.

< Daniel? >

Od Ayan do Badleroy'a.


> Leżałam na drzewie i wypatrywałam ptaków. Obok mnie leżał martwy wilk, dzisiaj zabity. Zachichotałam, po czym przyjrzałam się raz jeszcze zmasakrowanemu ciału. Pamiętam jak na boku, wycięłam mu serduszko, po czym wbiłam kija. Oczy zaświeciły mi sie, gdy tylko zobaczyłam krew na całym ciele. Postanowiłam umyć się z krwi, brudna łazić nie mogę. Wskoczyłam do jeziora. Po dłuższym czasie pobytu pod wodą, doszłam do wniosku, że mam ochotę się utopić. Niestety nie mogę zgninąć, więc z wspaniałego planu nici. Wyszłam z wody. Rozejrzałam się podejrzliwie, czułam w pobliżu demona. Myśląc, że to jeden z tych, z którymi zawarłam układ, ruszyłam dalej przez las. Cały czas jednak czułam owe spojrzenie. Wreszcie nie wytrzymałam, wyjęłam schowany nóż i rzuciłam w stronę demona. Usłyszałam chichot.
> - Raito, Ayato czy Kou? - wymieniłam trzy imiona demonów, które podejrzewałam o zagłuszanie spokoju.
> - Nikt z nich - usłyszałam w odpowiedzi. Wyjęłam jeszcze pare noży, zawsze noszę przy sobie broń. Czym bym zabijała w razie potrzeby? 
> - To może dla odmiany wyjdziesz z kryjówki, a nie jak tchórz się chowasz - wycedziłam i zaśmiałam się. Nie mogąc się opanować, drwiłam dalej - Boisz się aniołka? No dalej, sieroto. Dostarczasz sobie rozrywki? Prze-urocze, ale nie prawdziwe... Nic nie powiesz, naprawdę się boisz? - zakończyłam i złapałam się za głowę. Co mnie napadło, aby na wrzucać demonowi? Nie bałam się jednak. Tego, czy mnie zacznie katować, czy tego, że na wrzuca mi. Kochałam ból. Czekałam teraz na reakcję demona, którego wydrwiłam. Po jakimś czasie odpowiedział:
> -...
>
> < Badleroy? >

piątek, 15 sierpnia 2014

Od Scarlett CD. Feliks'a

Spojrzałam się na chłopaka. Zawahał się chwilę w odpowiedzi, więc wiedziałam, że nie do końca mówi mi wszystko.
- Jestem upadłym aniołem. Nie... mam Rodu. - Uniosłam brwi. Uśmiechnęłam się wrednie.
- Mówiłeś, że źle wspominasz Arryn... - Przymilkłam chwilę, jednak po chwili dodałam: - Czemu?
- Ech, to dosyć stara sprawa. Nie warto jej wspominać.  – Uśmiechnął się krzywo, a ja zachichotałam. Niedługo potem nastała cisza, którą przerwałam zwykłym zdaniem.
- Okej, rozumiem. - Zamknęłam na chwilę oczy. Nie chciał o tym rozmawiać to było oczywiste. Wstałam z ławki i przeciągnęłam się. Spojrzałam się w gwieździste niebo. Wzięłam głęboki oddech. - Wiesz... - Odwróciłam się do chłopaka plecami. - Przeważnie nie mówię obcym moich osobistych rozmyśleń, ale mam wrażenie, że ty nikomu nie wygadasz, więc.. 
- Hm? - Czułam na sobie jego wzrok. 
- Więc.. pytałeś się czemu nie walczę za aniołów, tylko tutaj jestem.  – Feliks starał przerwać to co mówię, jednak nie pozwoliłam mu. Czuł, że tak naprawdę nie chcę tego mówić. – Skoro już jakiś czas tu siedzisz, to pewnie nie wiesz że wojna między aniołami i demonami jest z naszej winy? – Podniosłam ręce do góry. Uśmiechnęłam się zamykając dłonie i „łapiąc” niebo skrzywiłam się.
 - Czekaj? CO?! – Poczułam mocny uścisk na ramieniu, który w mgnieniu oka obrócił mnie o sto osiemdziesiąt stopni.  Feliks z niedowierzaniem patrzył na mnie.
- Tak trudno uwierzyć? Och, nie przesadzaj. – Wyrwałam się.. – Skoro ci coś wyznałam, to potwierdź coś dla mnie.  Jak się nazywasz… Nazwisko.
- Ech?  Sykes. – Rozwinęłam skrzydła. Uśmiechnełam się i zaczęłam machać  skrzydłami w górę i w dół przez co wzbijałam się w powietrze.
- Feliks, tak? Już wiem skąd cię znałam.
- Skubana jesteś. – Uśmiechnął się
-Nie jesteś jakoś odkrywczy. Już wszyscy chyba to wiedzą. Nie wiem czemu zostałeś upadłym, ale nawet jeśli… nienawidzisz nieba, to dziękuj lepiej Arryn, że ten ród cię wychował.
- Ta. Trafne spostrzeżenie.. Wytłumaczysz?

- Kiedyś na pewno. – Podleciałam do góry i pomachałam Feliksowi na pożegnanie. Liczyłam, że się domyśli tego co miałam na myśli.
<Feliks? Jak chcesz dokończ, jak nie to nie x.D> 

Od Daniel'a CD. Ro

Spojrzałem się na dziewczynę.
- Tak - zacząłem się podnosić, a anielica szybkim ruchem wzięła rękę z mojego czoła
Upadła. No i dobrze, że nie jakiś szlachta lub zwykły anioł, bo by zaraz marudził, że się skazi. Gdy już stałem na równych nogach wpatrywałem się w dziewczynę i po chwili przemówiłem na nowo.
- Jestem Daniel, pewnie poznałaś, że ja tak jak ty jestem upadłym ... a Twoje imię brzmi?
- Roulette, ale wszyscy mi mówią Ro ... nie licząc szlachty i zwyczajnych aniołów, którymi gardzę - dorzuciła
- A więc Ro, co tu tak schowana robiłaś? - uśmiechnąłem się
- Zabawiałam się z grupką aniołów, wiesz sztylety i te sprawy. Możliwe, że trochę ucierpieli - zrobiła udawaną smutną minę
Chwila, sam prawie dostałem sztyletem. Czy to możliwe, żeby to ona we mnie celowała? Nie widziałem żadnych aniołów wśród siebie, a i głos, który wydał mi rozkaz pozostawienia kota był bardziej ochrypły. Złapałem się ręką za głowę i westchnąłem uśmiechając się już drugi raz do upadłej,a ta spojrzała na mnie pytająco.
- Ty i ja możemy się dogadać, może byśmy uprzykrzyli życie kilku aniołom? Jeśli jakoś nie masz innych zajęć - dodałem po chwili
- Może być, a i wracając do wcześniejszego. Na pewno nic ci nie jest?
- Na pewno - westchnąłem

Ro?

Pierwszy Demon!

Od administratorki: Już się bałam, że nikt nie będzie chciał być demonem :C




Imię i nazwisko: Balderoy Arthas Leander
Wiek: 19 lat
Rodzaj: Demon
Grzech: Klasyczna gra na dwa fronty

Więcej nie podam. Sami się dowiedzcie w zakładce "Demony"

czwartek, 14 sierpnia 2014

Od Eleri

Noc, około godziny dwudziestej czwartej. Eleri mimo tej godziny nie potrafiła jeszcze zasnąć. Nie była w swoim domu, w miasteczku, czarnowłosa z rozłożonymi skrzydłami i rękoma na boki leżała na łące wpatrując się w niebo i gwiazdy. Dziewczyna próbowała dojrzeć jakikolwiek gwiazdozbiór, ale nie wychodziło jej to. Nigdy nie potrafiła spostrzec żadnego, za każdym razem pomagała jej matka, która siadała na krześle i otulając skrzydłami córkę palcami wskazywała różne ustawienia gwiazd. Eleri cicho westchnęła odpuszczając sobie szukanie gwiazdozbiorów, a nasrępnie zamknęła oczy. Przypomniała sobie mały zagajnik z wodospadem, tam gdzie mieszkała kiedyś. Moczyła tam we wodzie nogi, lekko otulając się skrzydłami od wiatru, właśnie tam znalazła swojego towarzysza. Smoczek leżał zwinięty w kłębek, krwawiąz z łapy,gardła i żeber. Dziewczyna do tej pory nie wie co stało się zwierzęciu. Eleri wtedy szybko wyleczyła rany stworka, a ten w podzięce jest z nią do teraz. Anielica uśmiechnęła się do siebie, gdy wtem poczuła chłód nocnego woatru na swoim ciele. Opatuliła się śnieżnobiałymi, opierzonymi skrzydłami. Od razu poczuła ciepło, w tej chwili postanowiła, że prześpi się pod gołym niebem. Siedemnastolatka kocha łono natury, dlatego dobrze czuje sił w tych warunkach. Zamknęła oczy i wolno oddawała się w przyjazne pazury snu. Anielica lubi moment zawieszenia między jawą, a snem, tą chwilę zmęczenia, zanim zaśnie. Przespała raptem kilka minut, gdy usłyszała zbliżające się do niej kroki. Otworzyła ospale oczy i kantem oka rozejrzała się po okolicy. Usłyszała jakieś słowa ale była tak zmęczona, że nie rozumiła ich znaczenia. Po chwili wstała i nieco złożyła skrzydła, drżąc przy tym z zimna. Zerknęła na zbliżającą się sylwetkę.

< ktoś, kto przeczytał i jest chętny do popisana z jakże cudną Eleri ? :3 ( + 50 % do skromności XDD ) >
Przypominam o pisaniu w Pierwszej osobie .___.

Nowa Anielica - Eleri!

Imię i nazwisko: Eleri [ ... ]
Wiek: 17 lat
Rodzaj: Szlachecki Anioł.
Słabość: Bujanie w obłokach, zbyt duża ufność.
Autor: Arkona

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o nowej postaci, zapraszam do zakładki 
Dziękujemy za dołączenie! 


EDIT: Bardzo się cieszę, że blog ma powodzenie, ale za mało mężczyzn. coś mi się wydaje, że będziemy musiały być homoseksualne xD.

Od Felix'a CD. Scarlett.

Zbadałem dziewczynę wzrokiem.
- Więc jesteś Aniołem Szlachetnym. Z jakiego rodu pochodzisz?
- Arryn. - powiedziała to z niezwykłą dumą. Zatkało mnie.
- Proszę?
- Arryn. - Powtórzyła. - Coś nie tak?
- Nie, w porządku. Źle wspominam ten ród. - Dziewczyna spojrzała na mnie z wyrzutami i prychnęła. Postanowiłem zmienić temat. - Więc co tu robisz? Nie powinnaś trzymać się z resztą aniołów? - Spytałem ironicznie. - Jeszcze coś Ci się stanie. - Zaśmiałem się.
- W zasadzie masz rację. Co ja tu właściwie robię? Jeszcze w takim towarzystwie! - Zachichotała sarkastycznie, po czym wzbiła się w powietrze i wyleciała dziurą w suficie. Ruszyłem za nią.

Niedługo potem wylądowała na ziemi. Pare metrów za nią byłem ja.
- Nie masz nic ciekawszego od włuczenia się za mną? - Usiadła na ławce, (bo własnie znajdowaliśmy się na starym rynku), a jaodszedłem i oparłem się o nią. Patrzyła w górę z tęsknotą.
- Nie chciałaś zostać i walczyć? Przecierz twój ród słynie z tego, że zawsze jest waleczny i...
- Pewna cząstka mnie chciała zostać i walczyć w imię rodu, ale... Jednak większa część mnie nie chciała ryzykować życiem.
- To dziwne. Jesteś pierwszym aniołem z rodu Arryn, który powiedział coś takiego w mojej obecności. Jesteś pewna, że pochodzisz z tego rodu w stu procentach?

Zapadła długa cisza. Wpatrywaliśmy się w niebo. Scarlett przerwała ją.
- A ty? Jakiej jesteś krwi? - Spojrzała na mnie pytająco.

< Scarlett? >

niedziela, 10 sierpnia 2014

Od Scarlett

Noc. Z tego miejsca na którym stałam było widać wyraźnie gwiazdy. Zauważyłam bez problemu układ ‘’wielka niedźwiedzica’’, to było coś cudnego, ale atmosfera z którą miała teraz do czynienia nie była najlepsza.  Ulica, długa, mokra i ciemna. Na całej długości stały jedynie dwie, działające lampy, co wcale nie pomagało mi, chociaż utalentowana, nigdy niebojąca się teraz stałam się lekko tchórzliwa.
W alejce nie było nikogo, ani żywej duszy, oprócz mnie, choć nie wiem,  czy do końca można nazwać mnie „żywą”. Dźwięk moich kroków obijał się po ścianach niektórych budynków. Czasem jakiś kto pojawił się i znikał, a ja wędrowałam spokojnie po ulicy. Jaki był powód tego? Zwykła nuda. Tak, to nuda zaprowadziła mnie tutaj, na straszną ulicę w środku nocy.
W moim nocnym spacerze spotkałam małego demona, który rzucił się na mnie. Przepraszał mnie, błagał o wybaczenie. Znam ich naturę. Muszą robić coś złego, raz na jakiś czas. Przypuszczałam, że urodził się taki i to nie możliwe, by stał się dobry. Przepraszał mnie za to, że rzucił się na mnie i chciał mnie zabić. Jako, że nie bardzo chciałam zginąć, bo prostu stworzyłam moja kosę i mocno uderzyłam małego demona. Odleciał na kilka metrów, a następnie uderzył w jakiś opuszczony budynek. Rozłożył swoje kruczo-czarne skrzydła i wleciał do budynku, obijając się o ściany. Zauważyłam, że  ktoś usłyszał nas, a chcąc ominąć dużego kazania, po prostu wleciałam za demonem do kamienicy.
Po Dłuższej wędrówce w przerażającym budynku znalazłam się tak jakby w jego centrum. Budynek był od środka zniszczony. Nie miał szyb, tylko resztki szkieł. Przypadkiem nadepnęłam ja odłamki i spowodowałam to, że mały demon znów znalazł się przede mną.
-Spokojnie. – Powiedziałam.
- Grr… Nie chciałem już zabijać, ale.. przepraszam. – Chłopaczek wybił się mocno i rzucił nożem w moją stronę. Ostrze przejechało mocno po mojej ręce, a zaraz po rym demon pojawił się obok mnie. Mocnym ruchem kopnęłam go w brzuch. Upadł na podłogę i kaszlał. Wymierzyłam ponownie i znów go uderzyłam. Nie wiem co zrobił, ale posiadał jakąś umiejętność, która  wbiła we mnie kawałki szkła. Tylko w skrzydła. Pierwszy raz dziękowałam za to, że mam grube opierzenie. Złapałam małego chłopca za szyję i…
- Zostaw go. – Usłyszałam i gwałtownie się odwróciłam. Dzięki świetle księżyca, dostrzegłam anioła o białych skrzydłach, z czarnymi włosami. Mniej więcej w moim wieku. Sięgnęłam pamięciom wstecz i przypomniałam sobie. Był jednym z upadłych aniołów.
Wstałam na nogi i spojrzałam na niego ozięble. Nie poczułam nawet kiedy stanął obok mnie i przytrzymał moją rękę. Zabolała mnie okropnie. To tam miałam ranę od noża.
- Czemu?
- Co czemu? – Prychnęłam i ponownie poczułam ból. Chłopak mocniej ścisnął moją rękę. – Cholera, to boli! – Wyrwałam mu się, a ten sprawnym ruchem dotknął mojej szyi i rzucił mnie na ścianę.
- Nie musiałaś go zabijać. – Ostre spojrzenie i mocne wyrazy twarzy. – Za taką małą rankę.
- A zabiłam? Nie. Więc zabieraj te łapy. – Czarnowłosy spojrzał głęboko w moje oczy. Tak jakby szukał odpowiedzi. Nie miał okazji sprawdzić, czy przypadkiem nie udusiłam chłopca.
-Jeśli chcesz.. – Uśmiechnęłam się bezczelnie. – Możesz zrobić to samo. – Uniósł brwi wysoko. - Kładziesz swą rękę na mojej szyi i wyczuwasz tętno. A następnie Jak pistolet gotowy do wystrzału, wykonujesz szybki i mocny ruch. Zaciskasz dłonie na szyi i.. umieram. Całkiem proste. Nieprawdaż?
- Ty! – Naprawdę wykonał taki ruch, położył ręce na szyi  i zadrżał. – Nie lekceważ mnie.
- Dobrze, nie będę, więc nie również tego nie rób. – Uśmiechnęłam się i wyrwałam z uścisku.
- Po co mi to mówiłaś? Chcesz zginąć? – Spojrzał na mnie tajemniczo.
- Nie, odpokutować za grzechy. – Zaśmiałam się krótko. – Co ważniejsze.. Co tu robisz?
- Mogę spytać o to samo. – Odwzajemnił arogancki uśmieszek.
- Więc? Jak na ciebie mówią?
- Feliks, a na ciebie moja pani? – Stał się cholernie pewny siebie.
- Nazywam się Scarlett.

<Feliks?>

Od Lorey CD. Feliksa

Bez zbędnych słów odparłam.
- W dzieciństwie, gdy tu trafiłam byłam inna... wesoły uśmiech towarzyszył mi przez cały czas, lecz do pory, gdy wybrałam się na sąsiednie góry. Zaczęłam dryfować pośród wielkich kamieni, po krótkim czasie wylądowałam na samym dole oraz usiadłam ze zmęczenia. Potem... raptownie spadła na mnie lawina głazów. Udało mi się uciec, lecz moje skrzydła zostały zgniecione. Nikt mi nie pomógł... więc teraz ja nikomu nie pomogę. - Feliks popatrzył na mnie chwilę z dziwną miną. - Nie musisz wiedzieć więcej. - Prychnęłam.
- Hah, ty to masz szczęście - zaśmiał się.
Wiedziałam że powiedział to z sarkazmem.
- Wiesz, na pewno większe od niego...
Wskazałam ręką na najmłodszego anioła który wpadł w bójkę z trzema diabłami. Założyłam ręce i lekko uśmiechnęłam w stronę Feliksa.
- To co... pomożesz mu? - uniosłam głowę a następnie oddaliłam się o dwa kroki w tył.

< Feliks? >

sobota, 9 sierpnia 2014

Od Feliksa CD. Lorey.

Przyjrzałem się dziewczynie, a potem jej skrzydłą.
- Więc, Lo...?
- Lorey.
- Tak, właśnie. Mówisz, że nie umiesz latać? - Dziewczyna odwróciła wzrok. Z trudem powstrzymywałem się od śmiechu. - Jak Anioł może nie potrafić latać? Przecież to jest... Nierealne. - Zaśmiałem się.
- Ciesz się, że przynajmniej ty potrafisz. - Obróciła się na piętach i odeszła sflustrowana.
W sumie było mi wszystko jedno. Nie zamierzałem za nią iść. Jednak coś podkusiło mnie by polecieć za nią. Wzbiłem się więc w powietrze i ruszyłem. Przez dłuższy czas szybowałem nad nią i obserowałem jej drogę. Co jakiś czas odwracała się i w zabawny sposób poprawiała jedno ze skrzydeł. W pewnym momencie zatrzymała się i spojrzała w górę. Sprawiała wrażenie, jakby przez cały czas wiedziała, że ją 'szpieguję'. Wylądowałem przed nią.
- Wiedziałaś, że za tobą lecę?
- Nie. Ale podejrzewałam, że to zrobisz. - Powiedziała skromnie.
- Dlaczego?
- Nie trudno było się domyślić, że ktoś taki jak ty będzie chciał wiedzieć ' Jakim cudem ponoć nie potrafię latać? '. - Znów poczułem chęć zaśmiania się.
- Więc, opowiesz jak to jest możliwe? - Powiedziałem nieco szyderczo.
< Lorey? >

Od Lorey do Feliksa - początki

Lorey Merli... to ja, zamieszkuje miasto z innymi upadłymi aniołami. Atmosfera nie jest tutaj zbytnio miła. W ciemnych zakamarkach szczury toczą wojnę o przetrwanie, co nieliczne, a zarazem ani trochę nie przypomina wojny która wkrótce, miała nas dotknąć.... Nagle pierwszy anioł wylądował na naszej ziemi, a następnie kolejne...
**
Wzdychając patrzyłam na anioły lądujące na nasz teren. Cudowne skrzydła sunęły po ziemi niczym wiatr, zostawiając smugi. Odwróciłam głowę w stronę moich skrzydeł które w tym czasie opadły na ziemię niczym potężny głaz... były bezużytecznie. Gdy każda anielska istota stąpała na ziemi, wtedy parę metrów stąd wylądowała grupa młodych demonów. Wszyscy byli w jednym miejscu, wpatrując się w siebie, a następnie odwracając się i wędrując w innym kierunku. Anioły wędrujące w moją stronę omijały mnie dużym łukiem, aż w końcu wszystko było puste.
***
Zawróciłam w moją stronę z głową opuszczoną w dół. Gdy nagle zahaczyłam ramieniem o coś... a dokładnie o kogoś.
-Prze-przepraszam - jęknęła a następnie czmychnęła w przeciwną stronę.
Poczułam lekki powiew wiatru za plecami, lecz gdy się odwróciłam... nikogo tam nie było, lecz dopiero po ponownym zawróceniu na przeciwko mnie stał upadły anioł... który zadał mi pytanie
- Czemu nie poleciałaś?
Stałam tylko jak wryta w ziemię, a następnie odpowiedziałam.
- Nie umiem - westchnęłam - po prostu nie umiem...
- Dobrze wiedzieć... za pewnie jesteś tu nowa?
- Racja, mów mi Lorey - spuściłam ponownie głowę.
- Feliks

{ Feliks? Jeżeli masz ochotę, odpowiedz... }

Nowa Anielica - Lorey Merli!




Imię i nazwisko: Lorey Merli
Wiek: 19 lat
Rodzaj: Upadły Anioł
Grzech: Podłe Czyny
Autor: CzarnoBiała

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o nowej postaci, zapraszam do zakładki 
Anielice.

Dziękujemy za dołączenie!

Od Ayan CD. Josha.

W pewnym momencie zaczęłam się śmiać. Zaniepokojony anioł spojrzał na mnie pytająco.
- Już wiem... - uśmiechnęłam się. Złapałam nóż i rozcięłam aniołowi skórę na nadgarstku, jednocześnie wyrywając parę piór. Ten tylko jęknął z bólu. Kulturalnie nalałam krwi do kubeczka. Było mi to potrzebne do eliksiru. Oczy zaświeciły mi się, na myśl o cierpieniu anioła. Zachichotałam.
- Zmiataj stąd, zaraz tu mój przyjaciel przyjdzie - warknęłam.
- Kim niby jest ten Twój przyjaciel? - syknął jakby drwiąc ze mnie. Spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się cynicznie.
- Demonem.

<Josh?>

Od Josh'a CD.Ayan

Myślałem na szybko co dać jej w zapłatę. Nie mogłem oddać jej amuletu ani cierpieć przez jej nieczystą krew. Nie należałem do tych "wybrednych" aniołów.
- Zrobię dla ciebie jedną rzecz, ale nie oddam ci amuletu ani nie dam splamić się twoją nieczystą krwią. Nie może to być też coś złego, dzięki czemu stałbym się Upadłym- opisałem drogą okrężną tak żeby mnie zrozumiała, ale też tak żebym mógł zrobić to bez dalszego wahania.
Upadła długo się zastanawiała. Ja zaś z kolejną minutą denerwowałem się, co też ona mogła wymyślić.

<Ayan?>

Od Ro CD. Daniel'a

To co zwykle. Tak się kończą głupie zabawy. "Ro, czy ty nie potrafisz chociaż spróbować być normalna?" Zapytałam się samej siebie kiedy biegła lasem. Jednak nie mogłam odpuścić takiej okazji. Dwa anioły stały sobie gadając, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że są obserwowani. Obserwatorką byłam ja.
Od razu przypuściłam atak. Jednemu sztylet przeleciał tuż obok gardła, a drugiemu z kolei obciął kawałek sukienki. "To nie sukienka, tylko szata." Powiedział mi kiedyś ojciec, kiedy jeszcze byłam wśród białoskrzydłych. Śmiałam się wtedy z niego i mówiłam że zapomniał umalować paznokci na wyjście.
Kto by pomyślał, że tym dwóm Aniołom, których teraz o mało nie zabiłam czy okaleczyłam (a zrobiłabym to gdyby chciała) towarzyszy jeszcze parę. A teraz biegli za mną.
- I tak było warto. - mruknęłam do siebie podczas ucieczki. Ale po co w ogóle się za to zabrałam? Ponieważ z całego serca nienawidzę Świętych Istot. Wstrętne rozpaskudzone bachory, dla których liczy się tylko własny tyłek.
Po pewnym czasie udało mi się zgubić pościg. Oglądałam się jeszcze kilka razy za siebie i w końcu schowałam się w krzakach by się upewnić, że mnie nie gonią.
Absolutnie nie żałowałam swojego czynu. Właściwie to byłam z niego dumna. Nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego człowiekowi, albo Upadłemu. Ich traktuję na równi. Z kolei Białe Potwory (jak je nazywam) są o kilka stopni niżej ode mnie. Najchętniej po prostu wytarłabym sobie buty w te śnieżne skrzydełka.
Postanowiłam wreszcie wyjść z zarośli. Jednak zamiast delikatnie się z nich wysunąć - bez ogródek poderwałam się na równe nogi.
Jednak kiedy wstawałam poczułam, że w coś uderzyłam. Obróciłam się i stwierdziłam, że nie w coś, ale w kogoś.
Upadły.
O ironio. Ten Upadły na prawdę upadł. Leżał na ziemi, przewrócony przez dziewczynę.
Szybko kucnęłam przy chłopaku i lekko dotknęłam rany na czole.
- Przepraszam. - powiedziałam - Nie wiedziałam, że za mną jesteś. Dobrze się czujesz?

<Daniel?>

piątek, 8 sierpnia 2014

Nowa Anielica - Roulette Lost!


Imię i nazwisko: Roulette Lost
Przezwisko: Ro.
Wiek: 17 lat.
Rodzaj: Upadły Anioł.
Grzech/Słabość: Ro bardzo mało mówi o swoim Upadku (jeśli w ogóle). Jedyne co jest powszechnie wiadome to to, że zdradziła rasę Anielską.
Autor: Piszczałka

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o nowej postaci, zapraszam do zakładki Anielice.
Dziękujemy za dołączenie!
 

Od Ayan CD. Josh'a.

Spojrzałam na anioła i z dosyć mocnym obrzydzeniem, odpowiedziałam:
- Jesteś w moim domu, pod ziemią.
Chłopak wyglądał na zdenerwowanego. Podałam mu ciasto brzoskwiniowe i wodę. Prychnął, ale będąc dość głodnym, złapał jedzenie i "pochłonął".
- Zjadłeś, czujesz się lepiej, to zmiataj - warknęłam - Ale to zabieram jako nagrodę...
Złapałam tajemniczy przedmiot.
- Nie!! - wrzasnął i wyrwał zawiniątko.
- Wymyśl coś innego na zapłatę - zachichotałam i złapałam nóż - Albo dosięgnie Cię krew upadłej anielicy.
Dobrze wiedziałam, że anioły cierpią, gdy mają na sobie czarcią krew. On też wiedział o tym bardzo dobrze, więc zmieszany zaczął myśleć.

<Josh?>

Od Daniel'a

Kolejny rok na Ziemi. Czy bycie upadłym aniołem jest aż tak złe? Nie. Po prostu każdy jest jaki jest. Kolejny rok, ale pierwszy raz anioły jak i demony zostały razem przeniesione na Ziemię. Pewnie ciągnie ich wielka ciekawość i em... dziczeją gdy coś nowego, nieznanego zobaczą. Nas to nie rusza. Jak na razie chyba na Ziemi widziałem cztery upadłe anioły. Ciekawiło mnie za co oni mogli być wysłani na Ziemię lub też mogli się tak urodzić. Z całego rozmyślania wytracił mnie kot, który łaził pode mną. Pewnie ciekawiło go, jak to możliwe, że się unoszę. Stanąłem na trawie i schyliłem się do kota.
- No tylko zwierzęta i małe dzieci nas widzą. - pogłaskałem zwierzaka, który zamruczał.
- Zostaw tego kota! - usłyszałem za sobą rozkaz, jednak nie posłuchałem.
Pewnie jakiś z czwórki towarzyszy łazi tu i chce uprzykrzyć mi życie. Po chwili obok mnie przeleciał sztylet. Odwróciłem się w miejsce skąd przeciwnik rzucił broń, lecz zobaczyłem tylko pustą przestrzeń obok drzewa.
- Och, widzisz maluchu już narobiłem sobie wrogów. - spojrzałem na mordkę łaciatego kota. Wzbiłem się w powietrze wraz z nim i tyle po mnie tu było. Po dosyć krótkiej podróży usiadłem na pomoście. Zaczęło się ściemniać. Kot zeskoczył z moich rąk i usiadł obok mnie na pomoście. Wgapiałem się w kota jakby był najcenniejszą rzeczą na świecie. Księżyc był już w pełni i jego blask oświetlał cały świat. W oddali na drugim brzegu zauważyłem czyjąś sylwetkę, która biegła bardzo blisko brzegu co jakiś czas odwracając się za siebie i chowając się za drzewami. Któż to był? Ciekawość wygrała. Wzbiłem się po raz drugi, tym razem zostawiając syczącego kota na pomoście. Znalazłem się na drugiej stronie dużego jeziora. Zacząłem się skradać w stronę tej osoby, ale nastała grobowa cisza. Żadnych szelestów, żadnych odgłosów zwierząt. Jedynie co zauważyłem to wystające skrzydła za drzewa, które rosło o 8 drzew dalej od miejsca gdzie ja stałem.
- No to trafiłem na kolejnego towarzysza. - uśmiechnąłem się sztucznie i udałem się "przywitać" z nieznajomym bądź znajomym.

Szlachto/Aniele/Upadły lub kto kolwiek dokończ - płeć obojętna

Od Josh'a do Ayan.

Leciałem szybko w dół, a powietrze stawiało coraz mniejszy opór moim skrzydłom. Nie miałem już siły dłużej trzymać ich prosto. Same opadały. Uderzyłem w coś będąc jeszcze w powietrzu. Owe uderzenie wyprowadziło mnie z równowagi i teraz spadałem chwiejąc się. Wszystko byle tylko uratować zawiniątko. Nabierałem prędkości. W końcu uderzyłem o ziemię z olbrzymią siłą tworząc średniej wielkości dziurę. Brakowało mi tchu i czujłem się coraz słabiej. W końcu zemdlałem zmęczony nadal kurczowo trzymając rzecz w rękach. Słyszałem już tylko głuche odgłosy ludzi. Oczy same się zamknęły. Obudziłem się po kilku godzinach w jakimś dziwnym miejscu. Gdy tylko dobrze oprzytomniałem spojrzałem na swoje ręce.
- Gdzie to jest? Gdzie to jest? - powtarzałem rozglądając się wokół.
- Tego szukasz?- spytała upadła anielica z czarnymi skrzydłami unosząc złoty amulet.
- Tak! Oddaj to! - zerwałem się i wyjąłem jej z rąk naszyjnik. - Nawet nie wiesz jakie to jest cenne. A tak w ogóle, to gdzie ja jestem?

<Ayan?>

Od Felix'a CD. Scarlett - Początek.

Miasto w którym mieszkałem przypominało do złudzenia zwykłe miasto ludzkie. Mieszkało tu większość upadłych aniołów. Nie trzeba się tu bać o nagłe przybycie ludzi, ponieważ miasto jest zaklęte. Mimo, że nie zajmuje dużego terenu można znaleźć tu rynki, bary, kościoły, karczmy, hotele, ratusz, domy i wiele innych. Zawsze odczuwało się tu wrażenie samotności, jednak nie wszystkim to przeszkadzało. Od czasu do czasu można było napotkać na swojej drodze inną żywą istotę. Nie zawsze było tu jednak spokojnie. Bywało, że ulicami miasta przechadzały się demony, aniołowie z rodu Arryn często przybywali na zwiady, czasem też ktoś z rodu Tyrell przybywał z nowym upadłym aniołem. 

_ _ _
Był dzień jak każdy inny. Spojrzałem w górę. Już nawet nie pamiętam jak wygląda słońce tam na górze. Stąd o południu widać mały, promienisty, żółto-pomarańczowy okrąg. Zupełnie inaczej niż wieczorem - wtedy mały okrąg staje się w oczach jakby większy i bardziej czerwony. Niebo wokoło słońca jest pomarańczowe... Tak wiele nie zauważało się będąc tam na górze. Często zastanawiałem się nad tym, czy tęsknię za swoim dawnym życiem. Skuliłem skrzydła, usiadłem na ławce obok małej jarzębiny i dalej wpatrywałem się w niebo.
- Tu jest o wiele lepiej. - westchnąłem. - Tytuł Upadłego Anioła jest warty takiego życia. Nawet z takimi niedogodnościami. - Na niebie zauważyłem chmarę czarnych sylwetek podobnych do ptaków. Zmarszczyłem brwi. Podobne do ptaków, jednak... Mieliśmy gości. Wstałem i odwrócilem się. Zaczęli lądować na placu parku, na którym właśnie byłem. Przypatrywałem się im. Anioły i Anielice przybyli do naszego miasta w nieznanych nam zamiarach. Na przodzie stała dziewczyna o kasztanowych włosach i dużych, jaksnych skrzydłach. Zbadała mnie wzrokiem po czym podeszła.
- Przysłano nas tu w celu schronienia się. Wiesz o wojnie, prawda? - powiedziała to sarkastycznym tonem. Wojna? Ta, coś mi się obiło o uszy, jednak nie sądziłem, że musze się tym zamartwiać. A jednak, kłopot przyszedł do nas.
- Mhm. - mruknąłem.
- To chyba nie problem? W końcu macie tu tyle miejsca. - powiedziała to już nieco przyjaźniejszym, ale nieco sztucznym tonem. Widocznie nie przypadają jej do gustu Upadłe Anioły...
- Co mi za różnica. - odwróciłem się i nieco zdezorientowany zacząłem iść przed siebie. To co ukazało się moim oczom całkowicie mnie dobiło. Masa Demonów z wyszczerzonymi zębami i spiczastymi uszami zaczęły mnie wymijać. Ich oczy patrzyły na mnie jak na jakieś dziecko zgubione wśród tłumu. Przerażony wzbiłem się w powietrze i zacząłem obserować dwie grupy. Wiele Aniołów zareagowało podobnie do mnie. Niektórzy z przerażeniem odlecieli na tyły, inni jakby już przygotowywali się do walki. Wróciłem się i stanąłem na boku uważnie przyglądając się sytuacji. Anielica o kasztanowych włosach zaczęła rozmowę z jednym z Demonów.
- Nie zależy nam na walce.
- Nam też nie. - zaczął się śmiać, jakby usłyszał bardzo dobry żart. - Zależy nam na tym, by was tu tylko nie było.
- Nam zależy na tym samym, jednak nie jest to teraz możliwe. - prychnęła.
- Haha, więc trzymajcie się z daleka od nas, jeśli nie chcecie mieć problemów. - nie przestawał się śmiać.
- Rozumiem, wy nie życzycie sobie tutaj nas, a my was, jednak nie mamy wyjścia, musimy tu wytrzymać razem przez najbliższe > miejmy nadzieję < dni lub tygodnie. - Anielica powiedziała to z zaciśniętymi zębami.
- Nie zamierzamy się za szybko poddać, jedyne wyjście, to wasze poddanie się. W innym wypadku wojna będzie trwać nieco dłużej niż podejrzewasz. - powiedział to zadowolony.
- WY? - Dziewczyna przerwała. Zapewne chciała wszczynać kłótnię, jednak ugryzła się w język. - Mhm... Wszyscy jestesmy tu, by uciec przed wojną, więc zróbmy wszystko, by utrzymać tu pokój.
Oddaliłem się. Byłem nieco zdenerowowany sytuacją... Anioły i demony w jednym mieście... Wszyscy będziemy zmuszeni ze sobą wytrzymać. Jak to się skończy?

Od Scarlett - Początek.


Urodziłam się w czerwcu, latem, jednak wtedy nie było ciepło. Była północ. Wszyscy z mojej rodziny cieszyli się niezmiernie, no oprócz ojca, ponieważ zależało mu na tym, by jego potomek stał się dowódcą całego Arryn. Jednak nie wszystko poszło po jego myśli.
W mojej rodzinie zasady były bardzo surowe. Nie mogłam sobie pozwolić na wiele. Nie potrafiłam się jednak sprzeciwić rozkazom mojego ojca i przez to wszystko w młodym wieku zaczęłam szkolenie. Miałam się stać kolejnym „żołnierzem” rodziny, który gotów będzie poświęcić swoje życie dla tego starego pryka, dowódcy całej armii.
Żeby to było mało. Przez moje zasady nie mogłam przyjaźnić się z innymi aniołami, tylko czysta krew. Gdy dostawałam misje od wyższych sfer, bym mogła zejść na ziemie, nie pozwalano mi. Moja ciekawość  rosła i rosła, aż przerodziła się w pragnienie. I raz, jedyny raz złamałam zasady. Zrobiłam coś czego nie powinnam. Zeszłam na ziemię bez jakiegokolwiek pozwolenia. W normalnym przypadku zostałabym upadłym, ale jeden z Archaniołów – Rafael, wybłagał u Boga, bym została. Zapewnił, że stanę się dobrą wojowniczką i kandydatką do wojska. Tak się stało, nie miałam nic do gadania. Sama przeklinałam się pod nosem i ojca również. Za to, że nie pozwolił mi porzucić rodziny, za to, że dalej muszę gnić tu, gdzie jestem. Jednak później to się zmieniło, bo nie sądziłam, że naprawdę on ma uczucia.
_ _ _
Festiwal Stu czterdziestu dwóch oczu, to festyn, który w niebie odbywa się raz na dwadzieścia lat. Wszyscy byli szczęśliwi, radośni. Cieszyliśmy się z tego, że możemy obejrzeć wszystkich Archaniołów. Nie sądziliśmy jednak, że wszystko zostanie zniszczone w kilka sekund.
Nagle przez bramy niebios zaczęły przebijać się demony i inne dziwne stworzenia. Piekło rozpoczęło swój atak. Jak zawsze, ród Arryn zmuszony był do walki. Wszyscy walczyli. Nawet dzieci. Anioły, szlacheckie anioły i Archanioły. Dawaliśmy sobie radę. Mogłam dumnie walczyć za niebo, dopóki nie dowiedziałam się, że to nasza wina. To my zaczęliśmy ich atakować. To była tylko ich zemsta. Wszyscy stracili chęci.
Michael oraz Gabriel kazali zabrać nasze pokolenie w bezpieczne miejsce, byśmy mogli zbudować nasze własne niebo. Powiedzieli nawet, że więzy krwi nie są ważne. Musimy po prostu zachować trzy gatunki. Po krótkiej przemowie dwóch Archaniołów zebraliśmy się i wylecieliśmy w pośpiechu.

_ _ _
Wyruszyliśmy o wschodzie słońca, lecieliśmy cały dzień i połowę nocy. Zatrzymaliśmy się na odpoczynek. Ponownie wylecieliśmy, gdy słońce pojawiło się na horyzoncie. Marzyłam o jednym. Bym nie musiała już walczyć za anioły, które tak naprawdę spowodowały obecną sytuację. Podobno Archanioły znalazły wioskę, a raczej małe miasto, gdzie możemy zamieszkać. Nie pomyśleliśmy jednak o czymś co, spotkaliśmy tam.
<Feliks? Opowiesz resztę?>

środa, 6 sierpnia 2014

Informacja!

W dniu dzisiejszym (06.08.2014r.) punkt "stanowiska" w formularzu zostaje wykasowany, więc osoby, które jakieś stanowisko posiadały, już go nie mają. Być może kiedyś punkt ten powróci, lecz nic nie jest wiadome na 100%
 Razem z administratorką uznałyśmy, że są one nie potrzebne, skoro nic nie zrobiłyśmy, by je rozbudować.
Za wszystkie problemy przepraszamy.
                                                                                  Administratorki Anielskiej Siły.

Nowa anielica - Jessica Rico!

Witamy serdecznie nowego członka!


Imię i nazwisko: Jessica Rico
Pseudonim: Jessie
Wiek: 17
Rodzaj: Anioł.
Słabość: Zawistność.

Autor: kamila847

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o nowej postaci, zapraszam do zakładki Anielice.
Dziękujemy za dołączenie!
 

Nowa anielica - Aida VanderDragon!

Witamy nowego członka!


 Imię i Nazwisko: Aida VanderDragon
Wiek:
18 lat.
Rodzaj:
Upadły Anioł.
Grzech:
Niesamowicie wielka ciekawość.
Płeć:
Kobieta.
Autor: Misza213 

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o nowej postaci, zapraszam do zakładki Anielice.
Dziękujemy za dołączenie!
 

Nowa anielica - Ćma!

Witamy nowego członka!


Imię i nazwisko: Ćma
Przezwisko: Ciemnota
Wiek: Dwadzieścia dwie jesienie pod mianem Upadłego Anioła, o wiele więcej pod Anielskim gatunkiem.
Rodzaj: Upadły Anioł/Koszmar
Słabość: Lubieżność
Inne zdjęcia: 1 2 
Autor: AvalonPL 

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o nowej postaci, zapraszam do zakładki Anielice.
Dziękujemy za dołączenie!

Nowy anioł - Joshua Pesce!

Witamy serdecznie nowego członka!


Imię i Nazwisko: Joshua Pesce (w skrócie Josh)
Wiek: 20 lat
Rodzaj: Anioł
Słabość: Nigdy nie umiał odmówić pomocy osobie, która naprawdę tego potrzebowała.
Autor: Misza213

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o nowej postaci, zapraszam do zakładki Anioły.
Dziękujemy za dołączenie!   

wtorek, 5 sierpnia 2014

Nowa Anielica - Ayan Black!

Witamy nowego członka w naszych progach!


Imię i nazwisko: Ayan Black
 Wiek: 18 lat
Rodzaj: Upadły Anioł.
Grzech: Zabójstwo.
Autor: Maika1  

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o nowej postaci, zapraszam do zakładki Anielice.
Dziękujemy za dołączenie!

Nowy Anioł - Daniel [...]

Witamy pierwszego członka w naszych progach!


Imię i nazwisko: Daniel [...]
Wiek: 18 lat 
Rodzaj: Upadły anioł 
Grzech: Ciekawość jak i kłamstwo
Autor: animelove

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o nowej postaci, zapraszam do zakładki Anioły.
Dziękujemy za dołączenie! 

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Otwarcie i ogólne zasady.

Witamy na blogu Anielska Siła!

Jak zapewne zdążyliście się zorientować, jest to blog, w którego angażować może się każdy.
Cała zabawa polega na stworzeniu swojej idealnej postaci, nazwania jej, wybrania charakteru, wieku, a nawet towarzysza, którą następnie będziecie panować w magicznym świecie! 
Będziecie mogli stworzyć swoją własną, niepowtarzalną historię razem z innymi członkami AF i ich postaciami! 

 Jeśli chcecie dołączyć polecam zajrzeć do zakładek: Fabuła, rody i inne, Formularz. Tam znajdziecie wszystkie potrzebne informacje.

Jak powinno wyglądać opowiadanie?
Wysyłacie je do jednej z administratorek (horselove lub Sleepwalker.).
Wiadomość powinna być zatytułowana ' Od Feliksa do Karin ' lub ' Od Karin CD Feliksa '. Nie jest to jednak konieczne, lecz wiadomość musi zawierać informacje od kogo i do kogo jest opowiadanie. 
Jako nasza postać piszemy w osobie pierwszej. Należy pisać minimum 1 opowiadanie na tydzień.
W opowiadaniu możecie robić co tylko zechcecie, ale oczywiście z umiarem.

Wszelkie dialogi są dozwolone, ale proszę powstrzymać wulgarne słownictwo w miarę możliwości.
Wszelkie dokładnie opisy co do zbliżeń naszych postaci proszę sobie darować.
Oczywiście, nie oznacza to, że opowiadanie ma wyglądać jak wypracowanie na ocenę do polskiego.

Co do zasad...
 Daruję sobie wypisywanie numerek, za numerkiem kolejnych zasad, więc mówiąc ogólnie:
Proszę o nie obrażanie się nawzajem ( nie chodzi tu o postacie, tylko o nas ) i zachowanie się jak należy.


Byłybyśmy wdzięczne, gdyby jeden z bannerów zawitał na waszych prezentacjach. 

Kod banneru:
<a href="http://angelic-force.blogspot.se/"><img src="http://oi58.tinypic.com/2vw5xmf.jpg"></a>

 <a href="http://angelic-force.blogspot.se/"><img src="http://oi58.tinypic.com/34j3spc.jpg"></a>


Dziękujemy za uwagę i zapraszamy!
~Administratorki.