niedziela, 1 listopada 2015
Poszukiwania
Poszukuje osoby chętnej do współpracy na tym blogu. Chętni proszę pisać na howrse ( Sleepwalker. )
sobota, 19 września 2015
Blog należy do...
Witam. Przychodzę tu na krótki czas. Chcę tylko powiedzieć, że to nie ode mnie zależy czy blog ruszy. Administratorem (jedynym, ponieważ ja odchodzę) jest Dog-chin i to od niej wszystko zależy. Dziękuję za mile spędzony czas rok temu. Powodzenia w AF : )
wtorek, 11 sierpnia 2015
Ten post zostanie usuniety
A teraz wszyscy w komentarzach na dole ladnie prosimy Milke (adminke) o reaktywacje xD
MILKA NO PLIZ
wtorek, 26 sierpnia 2014
Blog wstrzymany (?)
Witam.
Tutaj Sleepwalker. ( Feliks Sykes )
Piszę tego posta, po bardzo spontanicznej rozmowie z horselove.
Jak pewnie zauważyliście obie mało udzielamy się (jeśli chodzi o opowiadania), a ostatnimi czasy ogólnie rzadko można nas tu spotkać.
Ja zaczęłam często wyjeżdżać, a teraz znów mam mało czasu na komputer ze względu na szkołę, mimo, że jeszcze się nie zaczęła. Chciałam zrezygnować z bloga na pewien okres i (jeśli administracja nie miałaby nic przeciwko) wrócić po pewnym czasie, kiedy znów będę miała wystarczająco czasu, jednak horselove sama sobie nie poradzi.
Dlatego też postanowiłyśmy wstrzymać działalność bloga do czasu, kiedy któraś z nas nie będzie miała wystarczająco czasu.
Chciałabym za to przeprosić oraz podziękować Eleri, Ayan oraz Badleroyowi za aktywność. :)
sobota, 23 sierpnia 2014
Od Eleri do Balderoya
Anielica była nie mało zaskoczona gestem nieznajomego. Noc
faktycznie do ciepłych nie należała, a skrzydła mimo wszystko dawały ciut za
mało schronienia przed chłodem. Otuliła się delikatnie płaszczem chłopaka i
nieco ochryple, acz delikatnym głosem wypowiedziała swe imię „Eleri”.
Szkarłatnowłosy uśmiechnął się i wyjawił dziewczynie swoje imię. Wiatr nagle zawiał
mocniej, a włosy Eleri rozwiały się w stronę jego pędu.
- Tobie nie będzie zimno, skoro oddałeś mi swoją marynarkę ? – spojrzała na niego.
Chłopak jedynie odparł „ Nie wydaje mi się” i zaśmiał się cicho pod nosem.
Eleri nie wiedziała dokładnie jak ma się zachować. Obejrzała od stóp do głów stojącego naprzeciw niej nieznajomego. Nie dostrzegła skrzydeł więc nie mógł być Aniołem, ni Upadłym. Na człowieka również nie wyglądał, więc ostała się jedna możliwość. Balderoy musiał być Demonem. Ta myśl nieco potrząsnęła dziewczyną ze względu na to, iż rodzice w przeszłości wiele opowiadali jej o tej rasie. Czarnowłosa była uczona, że to łotry i piekielne istoty. Jednak pierwsze wrażenie na temat Balderoy’a było inne. On pomógł jej opanować narastający chłód, oddając jej przy tym swoje odzienie. Może czegoś od niej chciał ..? Eleri nie miała zamiaru w to wierzyć, była bowiem bardzo ufna. Ponownie lekko się uśmiechnęła.
- Co cię tu sprowadza ? – zapytała po chwili – Raczej o tej porze rzadko kogo można tutaj spotkać. – odgarnęła wtem kilka kosmyków włosów z twarzy.
Noc była ciągle jasna, mimo późnej pory, wiatr powiewał nadal z równą prędkością, chociaż czasami zachowywał się jakby w zamiarze miał prześcignięcie samego siebie. Trawa uginała się pod jego naporem, a nocne ptaki buszowały w poszukiwaniu jedzenia. Kilka sów huczało na pobliskim drzewie, co zagłuszało ciszę, płynącą w uszach Eleri.
- Wracałem do domu, ale postanowiłem przejść lasem. – Balderoy odparł z lekkim uśmiechem.
Anielica skinęła głową w zrozumieniu.
- A ciebie co tu sprowadza ? – lekko zdziwiony dodał po chwili.
- Noc, gwiazdy .. Uwielbiam je obserwować. Chociaż masz rację, to nie jest odpowiednia noc na takie leżenie pod gołym niebem, jest faktycznie chłodno .. – odpowiedziała z lekkim rozmarzeniem w głosie.
< Panie demon ? :3 >
- Tobie nie będzie zimno, skoro oddałeś mi swoją marynarkę ? – spojrzała na niego.
Chłopak jedynie odparł „ Nie wydaje mi się” i zaśmiał się cicho pod nosem.
Eleri nie wiedziała dokładnie jak ma się zachować. Obejrzała od stóp do głów stojącego naprzeciw niej nieznajomego. Nie dostrzegła skrzydeł więc nie mógł być Aniołem, ni Upadłym. Na człowieka również nie wyglądał, więc ostała się jedna możliwość. Balderoy musiał być Demonem. Ta myśl nieco potrząsnęła dziewczyną ze względu na to, iż rodzice w przeszłości wiele opowiadali jej o tej rasie. Czarnowłosa była uczona, że to łotry i piekielne istoty. Jednak pierwsze wrażenie na temat Balderoy’a było inne. On pomógł jej opanować narastający chłód, oddając jej przy tym swoje odzienie. Może czegoś od niej chciał ..? Eleri nie miała zamiaru w to wierzyć, była bowiem bardzo ufna. Ponownie lekko się uśmiechnęła.
- Co cię tu sprowadza ? – zapytała po chwili – Raczej o tej porze rzadko kogo można tutaj spotkać. – odgarnęła wtem kilka kosmyków włosów z twarzy.
Noc była ciągle jasna, mimo późnej pory, wiatr powiewał nadal z równą prędkością, chociaż czasami zachowywał się jakby w zamiarze miał prześcignięcie samego siebie. Trawa uginała się pod jego naporem, a nocne ptaki buszowały w poszukiwaniu jedzenia. Kilka sów huczało na pobliskim drzewie, co zagłuszało ciszę, płynącą w uszach Eleri.
- Wracałem do domu, ale postanowiłem przejść lasem. – Balderoy odparł z lekkim uśmiechem.
Anielica skinęła głową w zrozumieniu.
- A ciebie co tu sprowadza ? – lekko zdziwiony dodał po chwili.
- Noc, gwiazdy .. Uwielbiam je obserwować. Chociaż masz rację, to nie jest odpowiednia noc na takie leżenie pod gołym niebem, jest faktycznie chłodno .. – odpowiedziała z lekkim rozmarzeniem w głosie.
< Panie demon ? :3 >
Od Baldroya do Eleri
Właśnie wracałem z uśmiechem z kasyna, w którym udało mi się
zbić małą sumkę grając w jakąś karciankę. Raz na jakiś czas dodatkowy zarobek i
trochę dobrej zabawy nie zaszkodzi, prawda? Planowałem wracać do domu, jednak
po chwili stwierdziłem, że mam ochotę na spacerek po pobliskim lesie. Wlazłem
między drzewa i zacząłem lawirować między nimi, zachaczając co jakiś czas o
jakąś wydeptaną ścieżynkę czy małą polankę. Właśnie na takiej polance dojrzałem
w pewnym momencie drzemiącą dziewczynę, a zmniejszając dystans między mną a nią
zorientowałem się, że jest całkiem ładną anielicą, pochodzącą prawdopodobnie z
dobrego rodu.
- Doprawdy, ja to mam talent do znajdywania ładnych kobiet w lasach... - mruknąłem do siebie z przygłupim uśmieszkiem pod nosem, coraz bardziej zbliżając się do anioła. Po chwili spostrzegłem, że dziewczyna się wybudziła i zaczęła powolutku podnosić się z ziemi, drżąc i otulając się skrzydłami. Nie minęło parę sekund, a ona już na mnie patrzyła z nieukrywanym zainteresowaniem. Podszedłem jeszcze kilka kroków i ukłoniłem się jej lekko.
- Witam. Doprawdy nie wiem co panience przyszło do głowy, by spać w takim miejscu. Dzisiejsza noc nie należy do najcieplejszych. -uśmiechnąłem się przyjaźnie i zdjąłem marynarkę, którą założyłem specjalnie na wypad do kasyna, po czym zarzuciłem ją na ramiona anielicy. - Czy mógłym poznać panienki imię?
(Panienko Eleri? c:)
- Doprawdy, ja to mam talent do znajdywania ładnych kobiet w lasach... - mruknąłem do siebie z przygłupim uśmieszkiem pod nosem, coraz bardziej zbliżając się do anioła. Po chwili spostrzegłem, że dziewczyna się wybudziła i zaczęła powolutku podnosić się z ziemi, drżąc i otulając się skrzydłami. Nie minęło parę sekund, a ona już na mnie patrzyła z nieukrywanym zainteresowaniem. Podszedłem jeszcze kilka kroków i ukłoniłem się jej lekko.
- Witam. Doprawdy nie wiem co panience przyszło do głowy, by spać w takim miejscu. Dzisiejsza noc nie należy do najcieplejszych. -uśmiechnąłem się przyjaźnie i zdjąłem marynarkę, którą założyłem specjalnie na wypad do kasyna, po czym zarzuciłem ją na ramiona anielicy. - Czy mógłym poznać panienki imię?
(Panienko Eleri? c:)
Od Balderoya cd Ayan
- Skończyłaś już pić herbatę? -zapytałem. Wpadł mi do głowy
pewien ciekawy pomysł...
- Tak, a czemu pytasz?
- Nieważne, nie powinno cię to obchodzić - zaśmiałem się, gdy dziewczyna spojrzała na mnie spode łba. Wyglądała naprawdę śmiesznie, aż poprawiła mi humor. - Mogę zabrać twoją filiżankę? Dziękuję. - wstałem i bezceremonialnie zabrałem naczynie razem ze spodkiem, po czym wróciłem na swoje miejsce i postawiłem je po mojej stronie stolika. Mała wróżba nie zaszkodzi, prawda?
- Co ty chcesz... - zaczęła, ale nie dałem jej skończyć, wyprzedzając ją z odpowiedzią, przy okazji zerkając na jej z deczka zdziwioną minę.
- Zaraz zobaczysz, spokojnie. - zamyśliłem się usiłując przypomnieć to, czego kilka lat temu uczyła mnie Lamia, podwładna mojej starej przyjaciółki, którą traktowała niczym własną córeczkę. Nagle mnie olśniło. Chwyciłem lewą ręką uszko filiżanki Ayan i zacząłem obrękcać ją w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Jedno okrążenie, drugie, trzecie... Dość, trzy wystarczą. Odwróciłem filiżankę stawiając ją na spodku do góry dnem.
- Ayan, licz do siedmiu. I tak nie masz nic innego do roboty, niewolnico. - wydałem polecenie, a anielica z miną obrażonego dziecka i założonymi rękami rozpoczęła odliczanie. Łał, mam tę moc, wykonała polecenie! Jestem boski! Zaśmiałem się nagle. Dobrze, anielica skończyła odliczanie, resztki napoju wykapały na spodek, więc pora na kalafiora! Albo na odwrócenie filiżanki... Dobra jednak to drugie. W milczeniu ustawiłem filiżankę w normalnej pozycji i zacząłem przyglądać się fusom herbacianym. Silia zawsze nigdy się nimi nie zajmowała, wiedząc, że prędzej czy później najdzie mnie ochota na wróżby.
- Pomyślmy... Te fusy blisko brzegu przy uszku przypominają profil końskiej głowy, a tamte troszkę dalej, bliżej brzegu wyglądają na kapustę... Tuż obok są takie ułożone na kształ jakby... Em... Kosy? Tak, wyglądają na kosę, ostrzem do kapusty... Czyli mamy konia, kapustę i kosę... - moim bezbłędnym rozumowaniem wyciągnąłem zaskakujące wnioski. -Wybacz mi na chwilkę, zaraz wracam, nie ruszaj się stąd, dobrze?
- Aha, jasne... - odpowiedziała, gapiąc się na mnie jak na skończonego idiotę. Uśmiechnąłem się i polazłem do mojej małej prywatnej biblioteki w poszukiwaniu książki z wróżbami. Muszę kiedyś powiedzieć Silii jak bardzo ją podziwiam za umiejętność zachowania porządku w tym miejscu. Nie minęła chwila a już wracałem z tym średnio opasłym tomiskiem pod pachą do salonu, gdzie zastałem dziewczynę drażniącą się z kanarkiem.
- Tylko uważaj żeby ci paluchów nie odgryzł! - rzuciłem, usiadłem na swoim miejscu i zacząłem szukać odpowiedniej strony. Eureka! - Ayan, chodź tutaj. - przywołałem ją gestem dłoni nie spuszczając wzroku z księgi. Dziewczyna oparła się rękami o podłokietnik fotela pochylając się nad moją książką, jednocześnie nie zasłaniając mi widoku. Rzuciłem na nią kątem oka i już ogarnąłem, dlaczego Raito tak ją lubi... Powiedzmy, że ma bardzo ładne krągłości, idealnie proporcjonalne w stosunku do reszty ciała... Argh... Aż nie mogłem się powstrzymać, żeby ją uszczypnąć w ramię. Dziewczyna zaskoczona natychmiast lekko odskoczyła do tyłu, złażąc z podłokietnika, a ja wpatrywałem się w jej oczy z jednocześnie złośliwym oraz lubieżnym uśmieszkiem.
- Nie kuś mnie tak, bo jeszcze zrobię ci coś, przez co prawdopodobnie dostaniesz mocno po twarzyczce od swojego właściciela, niewolnico. - zaśmiałem się.
- Kurka wodna, o co ci chodzi? -mruknęła stając za mną, na powrót przybierając minę obrażonego dziecka.
- Domyśl się. A wracając do fusów, to masz przekichane na całej linii... - powiedziałem i zerknąłem na nią, a ona tylko przekrzywiła głowę.
- Niby czemu?
- Fusy nie kłamią. Koń - romans, wieści od kochanka, kapusta - zazdrość przyczyną kłopotów, kosa - zagrożenie. Patrząc po ich ułożeniu, niedługo będziesz miała problemy z romansem, bo ty/Raito/Kou niepotrzebne skreślić będziesz zazdrosna/-ny i przez to znajdziesz się w zagrożeniu. Tyle w temacie.
(Le Ayan, dokończysz może? C: )
- Tak, a czemu pytasz?
- Nieważne, nie powinno cię to obchodzić - zaśmiałem się, gdy dziewczyna spojrzała na mnie spode łba. Wyglądała naprawdę śmiesznie, aż poprawiła mi humor. - Mogę zabrać twoją filiżankę? Dziękuję. - wstałem i bezceremonialnie zabrałem naczynie razem ze spodkiem, po czym wróciłem na swoje miejsce i postawiłem je po mojej stronie stolika. Mała wróżba nie zaszkodzi, prawda?
- Co ty chcesz... - zaczęła, ale nie dałem jej skończyć, wyprzedzając ją z odpowiedzią, przy okazji zerkając na jej z deczka zdziwioną minę.
- Zaraz zobaczysz, spokojnie. - zamyśliłem się usiłując przypomnieć to, czego kilka lat temu uczyła mnie Lamia, podwładna mojej starej przyjaciółki, którą traktowała niczym własną córeczkę. Nagle mnie olśniło. Chwyciłem lewą ręką uszko filiżanki Ayan i zacząłem obrękcać ją w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Jedno okrążenie, drugie, trzecie... Dość, trzy wystarczą. Odwróciłem filiżankę stawiając ją na spodku do góry dnem.
- Ayan, licz do siedmiu. I tak nie masz nic innego do roboty, niewolnico. - wydałem polecenie, a anielica z miną obrażonego dziecka i założonymi rękami rozpoczęła odliczanie. Łał, mam tę moc, wykonała polecenie! Jestem boski! Zaśmiałem się nagle. Dobrze, anielica skończyła odliczanie, resztki napoju wykapały na spodek, więc pora na kalafiora! Albo na odwrócenie filiżanki... Dobra jednak to drugie. W milczeniu ustawiłem filiżankę w normalnej pozycji i zacząłem przyglądać się fusom herbacianym. Silia zawsze nigdy się nimi nie zajmowała, wiedząc, że prędzej czy później najdzie mnie ochota na wróżby.
- Pomyślmy... Te fusy blisko brzegu przy uszku przypominają profil końskiej głowy, a tamte troszkę dalej, bliżej brzegu wyglądają na kapustę... Tuż obok są takie ułożone na kształ jakby... Em... Kosy? Tak, wyglądają na kosę, ostrzem do kapusty... Czyli mamy konia, kapustę i kosę... - moim bezbłędnym rozumowaniem wyciągnąłem zaskakujące wnioski. -Wybacz mi na chwilkę, zaraz wracam, nie ruszaj się stąd, dobrze?
- Aha, jasne... - odpowiedziała, gapiąc się na mnie jak na skończonego idiotę. Uśmiechnąłem się i polazłem do mojej małej prywatnej biblioteki w poszukiwaniu książki z wróżbami. Muszę kiedyś powiedzieć Silii jak bardzo ją podziwiam za umiejętność zachowania porządku w tym miejscu. Nie minęła chwila a już wracałem z tym średnio opasłym tomiskiem pod pachą do salonu, gdzie zastałem dziewczynę drażniącą się z kanarkiem.
- Tylko uważaj żeby ci paluchów nie odgryzł! - rzuciłem, usiadłem na swoim miejscu i zacząłem szukać odpowiedniej strony. Eureka! - Ayan, chodź tutaj. - przywołałem ją gestem dłoni nie spuszczając wzroku z księgi. Dziewczyna oparła się rękami o podłokietnik fotela pochylając się nad moją książką, jednocześnie nie zasłaniając mi widoku. Rzuciłem na nią kątem oka i już ogarnąłem, dlaczego Raito tak ją lubi... Powiedzmy, że ma bardzo ładne krągłości, idealnie proporcjonalne w stosunku do reszty ciała... Argh... Aż nie mogłem się powstrzymać, żeby ją uszczypnąć w ramię. Dziewczyna zaskoczona natychmiast lekko odskoczyła do tyłu, złażąc z podłokietnika, a ja wpatrywałem się w jej oczy z jednocześnie złośliwym oraz lubieżnym uśmieszkiem.
- Nie kuś mnie tak, bo jeszcze zrobię ci coś, przez co prawdopodobnie dostaniesz mocno po twarzyczce od swojego właściciela, niewolnico. - zaśmiałem się.
- Kurka wodna, o co ci chodzi? -mruknęła stając za mną, na powrót przybierając minę obrażonego dziecka.
- Domyśl się. A wracając do fusów, to masz przekichane na całej linii... - powiedziałem i zerknąłem na nią, a ona tylko przekrzywiła głowę.
- Niby czemu?
- Fusy nie kłamią. Koń - romans, wieści od kochanka, kapusta - zazdrość przyczyną kłopotów, kosa - zagrożenie. Patrząc po ich ułożeniu, niedługo będziesz miała problemy z romansem, bo ty/Raito/Kou niepotrzebne skreślić będziesz zazdrosna/-ny i przez to znajdziesz się w zagrożeniu. Tyle w temacie.
(Le Ayan, dokończysz może? C: )
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)