- Nie ma sprawy, do zobaczenia później! - zawołałem, gdy już
odchodziła. Stwierdziłem, że warto by było ruszyć półdupki z miejsca i gdzieś
pójść, więc wstałem i bardzo ambitnie oparłem się o pień najbliższego drzewa.
Ta satysfakcja.... Nagle poczułem, jak coś twardego i gładkiego ociera się o moje
ramię. Kątem czarno-czerwonego oka rzuciłem w tamtą stronę i zauważyłem długi,
czarny... Róg. Po chwili skojarzyłem fakty i zorientowałem się, że mój
"jakże kochany podopieczny" stoi obok mnie.
- Acaleus, mogę cię spytać co ty tutaj robisz? Przecież wiesz, że nie mam nic do jedzenia przy sobie. - Unipeg w odpowiedzi tylko zarżał i kopnął mnie lekko przednim kopytem w bok. - Przylepo... Niech ci będzie, później ci coś dam, ale na początku musisz mnie gdzieś zabrać, jasne? Tylko po cichu. - Usadowiłem się na grzbiecie wierzchowca i wyszeptałem mu, że ma cichutko podążać za Ayan. Mam takiego farta, że Acaleus rozumie zwykłą mowę i nie trzeba się z nim użerać jak z większością zwykłych koni, jemu wystarczy powiedzieć gdzie ma polecieć, czy pojechać i tyle. Przynajmniej dla mnie, nikt poza mną nigdy go jeszcze nie dosiadał... Chociaż niektórzy próbowali, kończąc pod kopytami Acaleusa. Wzbiliśmy się w powietrze i śledziliśmy anielicę z wysokości, gdy ona biegła nad jezioro, co chwila podlatując tuż przy ziemi. Mało ciekawy widok, szczerze mówiąc. Lekko przynudzony usiadłem tyłem do szyi rumaka, a po paru sekundach już na nim leżałem głaszcząc go po łopatce. W pewnym momencie unipeg gwałtownie się zatrzymał, natychmiastowo mnie rozbudzając. Usiadłem już normalnie i z zainteresowaniem zerknąłem w dół, na Ayan kryjącą się w krzakach, niemal jak ja chwilę temu, oraz osobę, której nie byłem w stanie rozpoznać, podążającą brzegiem jeziora...
- Może jednak będzie ciekawie.... - wyszeptałem do siebie i z uśmiechem na ustach przeszytym lekką kpiną poklepałem Acaleusa po szyi i zacząłem bawić się jego grzywą.- Spokojnie, później dostaniesz nagrodę, malutki....
(Szanowna panienko Ayan, czy raczysz opowiedzieć mi o przebiegu wydarzeń, tam, na dole? XD)
- Acaleus, mogę cię spytać co ty tutaj robisz? Przecież wiesz, że nie mam nic do jedzenia przy sobie. - Unipeg w odpowiedzi tylko zarżał i kopnął mnie lekko przednim kopytem w bok. - Przylepo... Niech ci będzie, później ci coś dam, ale na początku musisz mnie gdzieś zabrać, jasne? Tylko po cichu. - Usadowiłem się na grzbiecie wierzchowca i wyszeptałem mu, że ma cichutko podążać za Ayan. Mam takiego farta, że Acaleus rozumie zwykłą mowę i nie trzeba się z nim użerać jak z większością zwykłych koni, jemu wystarczy powiedzieć gdzie ma polecieć, czy pojechać i tyle. Przynajmniej dla mnie, nikt poza mną nigdy go jeszcze nie dosiadał... Chociaż niektórzy próbowali, kończąc pod kopytami Acaleusa. Wzbiliśmy się w powietrze i śledziliśmy anielicę z wysokości, gdy ona biegła nad jezioro, co chwila podlatując tuż przy ziemi. Mało ciekawy widok, szczerze mówiąc. Lekko przynudzony usiadłem tyłem do szyi rumaka, a po paru sekundach już na nim leżałem głaszcząc go po łopatce. W pewnym momencie unipeg gwałtownie się zatrzymał, natychmiastowo mnie rozbudzając. Usiadłem już normalnie i z zainteresowaniem zerknąłem w dół, na Ayan kryjącą się w krzakach, niemal jak ja chwilę temu, oraz osobę, której nie byłem w stanie rozpoznać, podążającą brzegiem jeziora...
- Może jednak będzie ciekawie.... - wyszeptałem do siebie i z uśmiechem na ustach przeszytym lekką kpiną poklepałem Acaleusa po szyi i zacząłem bawić się jego grzywą.- Spokojnie, później dostaniesz nagrodę, malutki....
(Szanowna panienko Ayan, czy raczysz opowiedzieć mi o przebiegu wydarzeń, tam, na dole? XD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Prosimy o zachowanie się w stosunku do innych jak należy.
Jeśli nie masz konta na blogerze, podpisz się w komentarzu.