Miasto w którym mieszkałem przypominało do złudzenia zwykłe miasto ludzkie. Mieszkało tu większość upadłych aniołów. Nie trzeba się tu bać o nagłe przybycie ludzi, ponieważ miasto jest zaklęte. Mimo, że nie zajmuje dużego terenu można znaleźć tu rynki, bary, kościoły, karczmy, hotele, ratusz, domy i wiele innych. Zawsze odczuwało się tu wrażenie samotności, jednak nie wszystkim to przeszkadzało. Od czasu do czasu można było napotkać na swojej drodze inną żywą istotę. Nie zawsze było tu jednak spokojnie. Bywało, że ulicami miasta przechadzały się demony, aniołowie z rodu Arryn często przybywali na zwiady, czasem też ktoś z rodu Tyrell przybywał z nowym upadłym aniołem.
_ _ _
Był dzień jak każdy inny. Spojrzałem w górę. Już nawet nie pamiętam jak wygląda słońce tam na górze. Stąd o południu widać mały, promienisty, żółto-pomarańczowy okrąg. Zupełnie inaczej niż wieczorem - wtedy mały okrąg staje się w oczach jakby większy i bardziej czerwony. Niebo wokoło słońca jest pomarańczowe... Tak wiele nie zauważało się będąc tam na górze. Często zastanawiałem się nad tym, czy tęsknię za swoim dawnym życiem. Skuliłem skrzydła, usiadłem na ławce obok małej jarzębiny i dalej wpatrywałem się w niebo.
- Tu jest o wiele lepiej. - westchnąłem. - Tytuł Upadłego Anioła jest warty takiego życia. Nawet z takimi niedogodnościami. - Na niebie zauważyłem chmarę czarnych sylwetek podobnych do ptaków. Zmarszczyłem brwi. Podobne do ptaków, jednak... Mieliśmy gości. Wstałem i odwrócilem się. Zaczęli lądować na placu parku, na którym właśnie byłem. Przypatrywałem się im. Anioły i Anielice przybyli do naszego miasta w nieznanych nam zamiarach. Na przodzie stała dziewczyna o kasztanowych włosach i dużych, jaksnych skrzydłach. Zbadała mnie wzrokiem po czym podeszła.
- Przysłano nas tu w celu schronienia się. Wiesz o wojnie, prawda? - powiedziała to sarkastycznym tonem. Wojna? Ta, coś mi się obiło o uszy, jednak nie sądziłem, że musze się tym zamartwiać. A jednak, kłopot przyszedł do nas.
- Mhm. - mruknąłem.
- To chyba nie problem? W końcu macie tu tyle miejsca. - powiedziała to już nieco przyjaźniejszym, ale nieco sztucznym tonem. Widocznie nie przypadają jej do gustu Upadłe Anioły...
- Co mi za różnica. - odwróciłem się i nieco zdezorientowany zacząłem iść przed siebie. To co ukazało się moim oczom całkowicie mnie dobiło. Masa Demonów z wyszczerzonymi zębami i spiczastymi uszami zaczęły mnie wymijać. Ich oczy patrzyły na mnie jak na jakieś dziecko zgubione wśród tłumu. Przerażony wzbiłem się w powietrze i zacząłem obserować dwie grupy. Wiele Aniołów zareagowało podobnie do mnie. Niektórzy z przerażeniem odlecieli na tyły, inni jakby już przygotowywali się do walki. Wróciłem się i stanąłem na boku uważnie przyglądając się sytuacji. Anielica o kasztanowych włosach zaczęła rozmowę z jednym z Demonów.
- Nie zależy nam na walce.
- Nam też nie. - zaczął się śmiać, jakby usłyszał bardzo dobry żart. - Zależy nam na tym, by was tu tylko nie było.
- Nam zależy na tym samym, jednak nie jest to teraz możliwe. - prychnęła.
- Haha, więc trzymajcie się z daleka od nas, jeśli nie chcecie mieć problemów. - nie przestawał się śmiać.
- Rozumiem, wy nie życzycie sobie tutaj nas, a my was, jednak nie mamy wyjścia, musimy tu wytrzymać razem przez najbliższe > miejmy nadzieję < dni lub tygodnie. - Anielica powiedziała to z zaciśniętymi zębami.
- Nie zamierzamy się za szybko poddać, jedyne wyjście, to wasze poddanie się. W innym wypadku wojna będzie trwać nieco dłużej niż podejrzewasz. - powiedział to zadowolony.
- WY? - Dziewczyna przerwała. Zapewne chciała wszczynać kłótnię, jednak ugryzła się w język. - Mhm... Wszyscy jestesmy tu, by uciec przed wojną, więc zróbmy wszystko, by utrzymać tu pokój.
Oddaliłem się. Byłem nieco zdenerowowany sytuacją... Anioły i demony w jednym mieście... Wszyscy będziemy zmuszeni ze sobą wytrzymać. Jak to się skończy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Prosimy o zachowanie się w stosunku do innych jak należy.
Jeśli nie masz konta na blogerze, podpisz się w komentarzu.