poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Od Balderoya CD Ayan

- Ja tam gustuję w słodszych, jak chociażby 0 Rh+. Nie rozumiem was. - westchnąłem. Wstałem i odszedłem kilka kroków od niej, zakładając ręce na karku. - Nie wiem, czemu się tak cieszysz z tego, że mnie poznałaś. Zazwyczaj niewolnice twojego pokroju nie powinny zawierać nowych znajomości bez zgody własnego pana, bo to może się niezbyt dobrze dla nich skończyć.... - mówiłem, odwrócony do niej plecami, przez ramię obserwując, jak wyraz twarzy dziewczyny zmienia się z "dziecięcej rozkminy" na "rozzłoszczoną panienkę".
- Idioto, wcale nie jestem niewolnicą! - zaczęła klasyczną zagrywkę w zaprzeczanie, a ja w odpowiedzi uniosłem kąciki ust i odwróciłem się, po czym z rękami w kieszeniach zacząłem się zbliżać do niej wolnym krokiem, obserwując rosnący strach w oczach dziewczyny. Gdy dzieliły nas liche centymetry pochyliłem się nad nią i spojrzałem jej prosto w źrenice.
- Jesteś. - wyszeptałem i wyprostowałem się, po czym zachichotałem. Z prawej kieszeni wyciągnąłem pudełko z tabletkami "uśmierzającymi ból zębów", innymi słowy: kokainę w dropsach. Wyciągnąłem trzy dropsiki i schowałem pudełko z powrotem. Jedną tabletkę wcisnąłem w dłoń dziewczyny, drugą szybko pochłonąłem, a trzecim przywabiłem Acaleusa, który już jakiś czas temu skończył posiłek i przyglądał się nam zaciekawiony. Ani na mnie, ani na mojego rumaka narkotyki nie działały, jak na większość piekielnych stworzeń. Takie tam pyszne cukierki... Nie wiem jak działa na upadłych, ale prawdopodobnie jej nie zaszkodzi. Najwyżej polepszy humor.
- Nie musisz dziękować. - uśmiechnąłem się ironicznie i zacząłem się oddalać z unipegiem u boku w stronę lasu.- Ja już wracam do domu. Jakbyś czegoś chciała, to znajdziesz mnie w domu z czerwonymi ścianami i ogrodem na obrzeżach zachodniej części miasta. Do zobaczenia! - pomachałem ręką w jej stronę i spacerkiem wróciłem do mojej posiadłości, z zewnątrz wyglądającej zwykły, całkiem przyjemny dla oka klasyczny dom z ogrodem, w którym umieszczono małą stajenkę z jednym boksem i parę bibelotów. Odprowadziłem wierzchowca do jego własnej "chatki", poklepałem go, wyczyściłem trochę, bo oczywiście musiał się wytarzać kiedy nie patrzyłem, po czym usiadłem na ogrodowej huśtawce i zacząłem po raz setny czytać "Alicję w Krainie Czarów".

( A zatem, panienko Black, byłbym niesamowicie rady, gdybyś raczyła odpisać c: )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prosimy o zachowanie się w stosunku do innych jak należy.
Jeśli nie masz konta na blogerze, podpisz się w komentarzu.