sobota, 16 sierpnia 2014

Od Resshy

Była to bardzo urodziwa noc. Księżyc był na tyle jasny, że oświetlał te ulice, które nie miały lamp. Niestety gwiazd nie było widać, ponieważ zbierało się na deszcz. Chmury w kilka minut zasłoniły większość nieba i sprawiły, że na alejach momentalnie nastała cisza. Tylko jedna ulica nadal tętniła życiem. „Dzielnica czerwonych latarnii”, tak na nią wołali, choć nie do końca zgadzała się z ideą właśnie takiej dzielnicy. Owszem, była tam prostytucja, bary i tym podobne, jednak nie na tym skupiała się cała dzielnica. Tam można było przyjemnie spędzić wieczór. Każdy zapominał o swoich zmartwieniach, wrogach czy nawet żonach, kochankach. Więc ta częśc miasta miała za zadanie… Była po prostu umilaczem czasu. Hazard, tańce, zabawy, bary, herbaty. Wszystko miało tu miejsce.
Przez jedną z takich ulic przechadzała się piękna o śnieżnobiałych włosach dziewczyna. Oko miała koloru szmaragdowego, a lewe było przykryte kruczoczarną opaską. Miała dosyć długie rzęsy. Po prawej stronie, przy uchu miała umieszczony kolorowy kwiat. Ubrana była w białą sukienkę, która według niektórych odkrywała zbyt wiele, na szczęście na ramionach zostało położone bolerko wykonane w stylu japońskim. Ressha, bo tak nazywała się ta piękna kobieta, która właśnie wracała z jednego baru i kierowała się do kolejnego.  Skręciła w najbliższą alejkę i weszła tylnym wejściem do kafejki. Gdy tylko stanęła w drzwiach wiele osób ją przywitało ciepło. Ressha odpowiedziała na uśmiechy i weszła w głąb baru. Pochyliła się w ramach szacunku, a następnie usiadła na przygotowanym miejscu.
- Więc Hebi, w co dziś gramy? – Czarnowłosy mężczyzna elegancko ubrany wygodnie usiadł naprzeciwko kobiety. – Dziś obiecuję, że wygram! I cię posiądę. – Głos był bardzo zachrypnięty, wręcz oschły. Ressha zaśmiała się cicho.
- Panie Robercie. Nie nauczył się pan? Nadal? Ile razy to ja już wygrałam? Choć dziś pójdę panu na rękę. Niech będzie pański ulubiony Poker. – Białowłosa powiedziała to z pociągającym uśmieszkiem na twarzy. Zaczęła tasować karty, robiąc to w dość spektakularny sposób.
- Poker! Więc stawiam dziś trzy razy większą stawkę! Za to będziesz siedzieć ze mną 3 lata, jeśli wygram.
- Dobrze pan powiedział. „Jeśli wygrasz” – Ressha ponownie się krótko zaśmiała. 
Cała runda nie trwała dość długo, ponieważ po chwili białowłosa powiedziała „Królewski Poker”, a Robert domagał się rewanżu, jednak kobieta wstała z krzesła i zabrała worek pieniędzy. Wyszła z kafejki szybkim krokiem. Zaczęło kropić, więc dziewczyna zarzuciła bolerko na głowę i pobiegła przed siebie.
Zatrzymała się dopiero pod dużym drzewem, które nie przepuszczało za dużo wody. Przykucnęła i otworzyła worek, w którym była nagroda dziewczyny. Miała zamiar to policzyć, lecz ktoś przerwał jej to przywitaniem się. Białowłosa wstała gwałtownie i obróciła się na piętach.
- W czym mogę służyć o tak później porze? – Uśmiechnęła się sztucznie i czekała na odpowiedź isoty.

<Ktos dokończy? C:>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Prosimy o zachowanie się w stosunku do innych jak należy.
Jeśli nie masz konta na blogerze, podpisz się w komentarzu.