Była to bardzo urodziwa noc. Księżyc był na tyle jasny, że
oświetlał te ulice, które nie miały lamp. Niestety gwiazd nie było widać,
ponieważ zbierało się na deszcz. Chmury w kilka minut zasłoniły większość nieba
i sprawiły, że na alejach momentalnie nastała cisza. Tylko jedna ulica nadal
tętniła życiem. „Dzielnica czerwonych latarnii”, tak na nią wołali, choć nie do
końca zgadzała się z ideą właśnie takiej dzielnicy. Owszem, była tam prostytucja,
bary i tym podobne, jednak nie na tym skupiała się cała dzielnica. Tam można
było przyjemnie spędzić wieczór. Każdy zapominał o swoich zmartwieniach, wrogach
czy nawet żonach, kochankach. Więc ta częśc miasta miała za zadanie… Była po
prostu umilaczem czasu. Hazard, tańce, zabawy, bary, herbaty. Wszystko miało tu
miejsce.
Przez jedną z takich ulic przechadzała się piękna o śnieżnobiałych
włosach dziewczyna. Oko miała koloru szmaragdowego, a lewe było przykryte
kruczoczarną opaską. Miała dosyć długie rzęsy. Po prawej stronie, przy uchu
miała umieszczony kolorowy kwiat. Ubrana była w białą sukienkę, która według niektórych
odkrywała zbyt wiele, na szczęście na ramionach zostało położone bolerko
wykonane w stylu japońskim. Ressha, bo tak nazywała się ta piękna kobieta,
która właśnie wracała z jednego baru i kierowała się do kolejnego. Skręciła w najbliższą alejkę i weszła tylnym
wejściem do kafejki. Gdy tylko stanęła w drzwiach wiele osób ją przywitało
ciepło. Ressha odpowiedziała na uśmiechy i weszła w głąb baru. Pochyliła się w
ramach szacunku, a następnie usiadła na przygotowanym miejscu.
- Więc Hebi, w co dziś gramy? – Czarnowłosy mężczyzna
elegancko ubrany wygodnie usiadł naprzeciwko kobiety. – Dziś obiecuję, że
wygram! I cię posiądę. – Głos był bardzo zachrypnięty, wręcz oschły. Ressha
zaśmiała się cicho.
- Panie Robercie. Nie nauczył się pan? Nadal? Ile razy to ja
już wygrałam? Choć dziś pójdę panu na rękę. Niech będzie pański ulubiony Poker.
– Białowłosa powiedziała to z pociągającym uśmieszkiem na twarzy. Zaczęła
tasować karty, robiąc to w dość spektakularny sposób.
- Poker! Więc stawiam dziś trzy razy większą stawkę! Za to
będziesz siedzieć ze mną 3 lata, jeśli wygram.
- Dobrze pan powiedział. „Jeśli wygrasz” – Ressha ponownie
się krótko zaśmiała.
Cała runda nie trwała dość długo, ponieważ po chwili
białowłosa powiedziała „Królewski Poker”, a Robert domagał się rewanżu, jednak
kobieta wstała z krzesła i zabrała worek pieniędzy. Wyszła z kafejki szybkim
krokiem. Zaczęło kropić, więc dziewczyna zarzuciła bolerko na głowę i pobiegła
przed siebie.
Zatrzymała się dopiero pod dużym drzewem, które nie przepuszczało
za dużo wody. Przykucnęła i otworzyła worek, w którym była nagroda dziewczyny.
Miała zamiar to policzyć, lecz ktoś przerwał jej to przywitaniem się.
Białowłosa wstała gwałtownie i obróciła się na piętach.
- W czym mogę służyć o tak później porze? – Uśmiechnęła się
sztucznie i czekała na odpowiedź isoty.
<Ktos dokończy? C:>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Prosimy o zachowanie się w stosunku do innych jak należy.
Jeśli nie masz konta na blogerze, podpisz się w komentarzu.